A A A

51. posiedzenie Sejmu RP

7.10.2009
Wystąpienie poseł Beaty Szydło dnia 8 października br w związku z pierwszym czytaniem rządowego projektu ustawy budżetowej na rok 2010.
Pani Marszałek! Wysoka Izbo! Miałam rozpocząć swoje wystąpienie od analizy budżetu na rok przyszły, ale muszę najpierw sprostować kilka opinii, które był łaskaw wygłosić mój kolega z Platformy Obywatelskiej.

Po pierwsze, proszę państwa, skoro mówimy o tych oszczędnościach w kancelarii premiera, to ja się nie dziwię, że w tej chwili będzie tam mniej środków, bo rozpoczęły się właśnie grupowe zwolnienia, więc mniej ich będzie potrzeba. Natomiast mam pytanie takie: Czy spółka 2012 i premie, z których się potem wycofywano, to było za rządów PiS-u, czy to już było za rządów Platformy Obywatelskiej? Dlaczego tak wielkie środki tam skierowano, dlaczego wzrosło zatrudnienie w gabinetach politycznych? Jakie też były inne wydatki, z których państwo potem się wycofywaliście?

Natomiast przypomnę panu posłowi, że drugą Irlandię to chciał budować pan premier Donald Tusk, a nie my. Proszę państwa problem polega na tym, że my potrafimy czytać, potrafimy też czytać budżet i dlatego mamy do niego tak negatywny stosunek. I nie tylko chodzi o liczby, które są w nim zawarte, bo jeżeli wartością tego budżetu ma być to, że są to cztery opasłe tomy, ponad 1500 stron, 19 załączników, to marna to pociecha, ponieważ treści tam praktycznie nie ma żadnej, budującej pozytywne przeświadczenie o tym, że w Polsce może się coś zmienić, jeżeli chodzi o finanse publiczne. Warto też oprócz tych tomów przeczytać opinie, które otrzymali członkowie Komisji Finansów Publicznych. Każda z tych opinii zawiera negatywne uwagi na temat tego budżetu, które dotyczą nie tyle liczb, ile moim zdaniem poważniejszych kwestii, bo dotyczą przede wszystkim tego, że budżet jest niespójny, chaotyczny, nieczytelny, mimo że budowany na zasadach nowej ustawy o finansach publicznych, która wejdzie w życie od stycznia, a która miała uprościć i rozwiązać problemy finansów publicznych, a niestety jeszcze je gmatwa. Doprowadzono do tego, że w tej chwili nie wiadomo, gdzie szukać konkretnych liczb w tym budżecie, i nie wiadomo, na co są wydatkowane środki. I nie wynika to absolutnie z tego, że ktoś nie potrafi czytać. Wynika to niestety - kiedy przeczyta się te opinie - z ˝zamazania˝. Należy w związku z tym zadać pytanie: Dlaczego tak się dzieje? Dlaczego ten budżet jest tak nieczytelny? Przecież z ustawy wynika, że ma to być czytelny, jasny i transparentny dokument. I nie tylko my, członkowie Komisji Finansów Publicznych, którzy mają doświadczenie w czytaniu budżetu, ale każdy przeciętny obywatel w tym kraju ma prawo wiedzieć, co jest w tym budżecie i na co środki z budżetu państwa są wydatkowane.

Wydaje się, że konstrukcja tego budżetu jest podobna do konstrukcji budżetu ubiegłorocznego. Proszę sobie przypomnieć, grudzień 2008 r., kiedy się okazało nagle, że w wielu resortach brakuje pieniędzy: brakuje na Policję, brakuje na sanepid brakuje na Służbę Więzienną, na obronę narodową. Te środki po prostu gdzieś zniknęły. Dlaczego? Czy to było złe planowanie? Czy tych pieniędzy zabrakło, bo akurat kryzys dotknął tylko te resorty? A może chodziło wyłącznie o to, żeby najpierw przygotować budżet, który dobrze wygląda, a potem... jakoś to będzie. Ale jakoś to nie będzie, proszę państwa. W tym roku mamy chyba podobną sytuację. Czy znowu jest taki zamysł, aby np. w styczniu dokonywać korekty i aby później w połowie przyszłego roku dokonywać korekty? Byłoby to dosyć dowolne planowanie, tylko że nie na tym polega tworzenie budżetu państwa. Już dzisiaj, w tej chwili mamy informację o tym, że brakuje środków na Policję. Proszę sobie poczytać i zapytać policjantów; na posiedzeniu komisji oni tego nie powiedzą, bo wiadomo, że nie mogą. Skoro więc nie mają pieniędzy na benzynę, skoro nie mają pieniędzy na telefony, skoro do dzisiaj się upominają o to, żeby otrzymywać środki należne im z funduszu socjalnego, skoro brakuje pieniędzy na składki dla osób bezrobotnych wypłacane przez urzędy pracy, na dopłaty do biletów, to skąd te pieniądze się nagle wezmą w przyszłym roku? Kumulujemy dług, kumulujemy pewne niewydatkowane środki, które wcześniej się zakłada.

Poza tym, proszę państwa, cały czas mówimy tutaj, na tej sali, o deficycie budżetu państwa. Natomiast powinniśmy zacząć wreszcie mówić o deficycie finansów publicznych. Zgadzam się z tym, że budżet państwa jest dokumentem, w którym zapisuje się - jak to pani poseł Skowrońska mówiła - wydatki, dochody, ale nie jest tak, że budżet państwa jest jakimś wyalienowanym narzędziem, które nagle nie wiadomo skąd i po co się bierze. Funkcjonuje on bowiem w całej rzeczywistości finansów publicznych w Polsce. Trzeba się zastanowić i pytanie jest takie: Czy ktoś w tej chwili monitoruje sytuację chociażby w samorządach? Coraz więcej zadań przekazuje się samorządom i mówi się oczywiście o tym, że jest to prosamorządowe działanie. Tylko nie idą za tym w dostatecznej ilości środki. W wielu przypadkach samorządy znajdują się już na granicy ustawowego deficytu. Jeżeli będą się nadal zadłużały, to sytuacja będzie jeszcze gorsza, a przecież 80% wydatków w samorządach to są wydatki sztywne. W związku z tym pytanie: Czy to nie wpływa na deficyt budżetu państwa?

Ustawa o finansach publicznych, którą przyjęliśmy w tym roku, miała pewne kwestie wyjaśnić, uzdrowić, ale tego niestety nie ma. W opiniach dołączonych do budżetu pojawia się przede wszystkim jedno ważne stwierdzenie: w tym budżecie nie ma kompletnie przesłanki dla tego, by mówić o tym, w jaki sposób rząd będzie próbował zaradzić tym problemom z finansami, które w tej chwili się pojawiają, i czy jest jakaś wizja, niekoniecznie tylko na rok przyszły, ale na lata następne. Podam kilka najważniejszych przykładów. Jeżeli chodzi o budżet zadaniowy, to trzeba powiedzieć, że w tym dokumencie jest pomieszanie, zaplątanie, to biurokratyczny gniot, z którego nic nie wynika. Pyta jeden z ekspertów: Czy właściwie te zadania, które tam są zapisane, mają być finansowane przez resorty i czy to jest zgodne z ustawą budżetową, czy też nie? Uzasadnienie do ustawy nie zawiera podstawowych informacji zarządczych. W budżecie zadaniowym przedstawiono ok. 50 zadań priorytetowych, chyba zrobiono to w myśl zasady, że im więcej, tym lepiej, dla każdego coś miłego, bo jeżeli jest 50 priorytetów w tym państwie, to gratuluję.

Kolejna kwestia dotyczy wykonania tego, co zostało przygotowane w ustawie o finansach publicznych, czyli wyprowadzenia środków poza budżet, żeby zmniejszać deficyt i gdzieś tam jeszcze wszystko zaciemniać.

Następna sprawa dotyczy budżetu środków europejskich. Przytoczę fragment bardzo krótki z jednej opinii: Budżet środków europejskich jest konstrukcją nową, przewidzianą w ustawie o finansach publicznych z 2009 r. Konstrukcja tego budżetu nie jest wyrazista, dlatego bardzo trudno ocenić wysokość dochodów i wydatków, zwłaszcza fakt występowania deficytu budżetu środków europejskich. Tego typu uwag jest dużo więcej. Myślę, że na komisji będziemy to dokładnie wszystko analizować.

Mówię w swoim wystąpieniu przede wszystkim o stronie formalnej przedłożonego dokumentu, bo jak można dyskutować o jego zawartości merytorycznej, skoro nawet analitycy ekonomiczni twierdzą, że trudno z tego dokumentu coś zrozumieć, bo stopień jego zagmatwania i wodolejstwa jest doprawdy imponujący. Wydaje się, że celowo wyprodukowano takie ilości literatury budżetowej, której walorem nie jest zawartość, ale ilość stron, aby w roku 2010 móc zastosować sprawdzoną tegoroczną praktykę: jeśli gdzieś zabraknie środków, to się w trakcie roku zmniejszy wartości na papierze. I tak nikt się nie połapie, o co chodzi, a na starcie niech to wygląda przyzwoicie. Problem dotyczy tego, używając sformułowania jednego z ministrów Platformy Obywatelskiej, że życie w Polsce nie toczy się na papierze, tylko w rzeczywistości, i takich zabiegów księgowych nie wytrzyma. Dziękuję bardzo.
Dodaj komentarz
load