A A A

Całe swoje życie poświęcili Polsce i wierzyli, że to co robią ma ogromny sens

16.04.2010
Znałam osobiście ich wszystkich, pracowałam z Nimi, spotykałam się prywatnie, byli moimi kolegami, przyjaciółmi. Bardzo trudno jest pisać o nich w czasie przeszłym. 

Pana Prezydenta Lecha Kaczyńskiego i Jego Małżonkę miałam zaszczyt również znać osobiście. Poznaliśmy się w 2005 roku w czasie kampanii prezydenckiej. Pan Prezydent Lech Kaczyński był wielkim patriotą, mężem stanu, a jednocześnie niezwykle ciepłym zwyczajnym człowiekiem z ogromnym poczuciem humoru, z dystansem do siebie. Potrafił wspaniale nawiązywać kontakty. Pamiętał twarze osób, które wcześniej poznał, na spotkaniach, zawsze podchodził, witał się, zagajał rozmowę. Jego Żonę mogę określić jako kobietę z klasą, prawdziwą damę. Była niezwykle ciepłą i dobrą kobietą. Zawsze się uśmiechała. Można było odnieść wrażenie, że pełni swoją rolę niezwykle dyskretnie, ale z niezmierną klasą. Gdy pojawiali się gdzieś oboje, natychmiast wszystko się rozjaśniało, to sprawiała właśnie Pani Maria Kaczyńska. Spokojna, wyważona, pełna wdzięku, mądra kobieta. Oboje byli przykładem wielkiej miłości i rodzinnego ciepła. Tak właśnie było w pałacu prezydenckim.

Spośród moich kolegów z klubu najbardziej będzie mi brakować Oli Nattali-Świat. Połączyła nas nie tylko wspólna praca w komisji i klubie, ale też  mam nadzieję, że mogę tak powiedzieć przyjaźń. Ola była niezwykle mądrą i pracowitą osobą. Ciągle stawiała sobie nowe cele, motywowała nas do tego, żeby jeszcze więcej robić, nieustannie się uczyła. Miałam okazję obserwować jak przez te 5 lat konsekwentnie pracowała na swoją pozycję. Nie interesowało Ją tylko bycie wiceprzewodniczącą komisji finansów, chciała być ekspertem w swojej dziedzinie i tak właśnie było. Niezmiernie elegancka. Prywatnie uśmiechnięta, lubiła spotkać się wieczorem i tak po prostu pogadać. W czwartek powiedziała mi, że wolałaby pojechać do Katynia pociągiem z kolegami z klubu, ale ma zaproszenie z Kancelarii Prezydenta i leci. Kiedy rano w sobotę usłyszałam, co się stało, pierwsza moja myśl to, że tym samolotem leciała Ola.


Podobna do Oli była Grażyna Gęsicka. Mądra osoba, zwyczajna. Spokojna, zrównoważona. Z Jej zdaniem liczyli się wszyscy. Miała ogromną wiedzę. Ola z Grażyną pracowały wspólnie w jednym pokoju klubowym. Często spotykałyśmy się tam. Zostały w nim ich materiały, dokumenty, niezakończone projekty.








Dzięki Przemysławowi Gosiewskiemu znalazłam się we władzach klubu. Uczynił mnie jednym ze swych współpracowników, kiedy był Przewodniczącym klubu. Teraz współpracowaliśmy w Zespole Pracy Państwowej. Dzisiaj mieliśmy omawiać propozycje zmian w finansowaniu samorządów, pewnie zadzwoniłby do mnie rano i powiedział w swoim stylu „Beatka czekam na Ciebie w pokoju 169 o 12.50”, spóźniłby się i w 3 minuty musielibyśmy wszystko omówić i ustalić. Wszystko zawsze pamiętał i dotrzymywał słowa. Potrafił wrócić do spraw sprzed wielu miesięcy, które kazał nam załatwić, a  my nie zawsze o nich pamiętaliśmy. Tytan pracy, często organizował spotkania robocze w klubie nawet po 22.00. Czasami byliśmy na Niego wściekli, wszyscy zmęczeni, a On pełen energii. Miał ogromne poczucie humoru, lubił opowiadać anegdoty i dowcipy. W klubie nazywaliśmy Go po prostu „Gosio”.


Marszałek Putra to była oaza spokoju i rozsądku. Potrafił rozładować najtrudniejszą sytuację. Był niezmiernie wyważonym człowiekiem, kiedy był jakiś problem zawsze znajdował wyjście z sytuacji.










Zbigniewa Wassermana darzyłam wielkim szacunkiem. Spokojny, rzeczowy. Z Jego zdaniem wszyscy się liczyli.






Zginęli też nasi senatorowie. Pani Janina Fetlińska, którą zapamiętałam jako osobę zawsze uśmiechniętą, to Ona pierwsza podchodziła do każdego i witała się, mówiąc coś miłego.

Stanisław Zając był w klubie wielkim autorytetem.




Trudno w kilku słowach napisać o każdym z Nich, coś, co nie byłoby banalne. Wszyscy byli wspaniałymi kolegami i wielkimi ludźmi.

Beata Szydło 


Autor pierwszego zdjęcia: Łukasz Kamiński
http://orka.sejm.gov.pl
Dodaj komentarz
load