Strona główna
/ Aktualności
/ Rok 2010
/ październik
/ Minister Finansów uzasadnia projekt ustawy budżetowej na 2010r.
A
A
A
Minister Finansów uzasadnia projekt ustawy budżetowej na 2010r.
- Polska i Rosja podpisała międzyrządowe porozumienie gazowe
- Zieleń blednie z dnia na dzień, a w zapewnienia ministra Rostowskiego i premiera Tuska niewielu już wierzy - komentuje poseł Beata Szydło
- Prawo i Sprawiedliwość przedstawia Deklarację Łódzką
- Wypowiedź Prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego wobec tragicznych wydarzeń w biurze poselskim PiS w Łodzi
- Budżet na 2011 r. jest fatalny. Nie daje szansy na poprawę sytuacji finansów publicznych
- Wystąpienie poseł Beaty Szydło w trakcie pierwszego czytania projektu ustawy budżetowej na 2011 rok
Panie Marszałku! Wysoki Sejmie!
Przedstawiam projekt budżetu państwa na 2011 r. Po trzech budżetach kryzysowych, czyli budżecie
na 2009 r., nowelizacji budżetu na 2009 r., która nastąpiła w lipcu 2009 r., i budżecie na 2010 r., jest to pierwszy z trzech budżetów konsolidujących finanse publiczne, które planujemy na lata 2011, 2012 i 2013. Oczywiście, jeśli wyborcy nam zaufają w wyborach
w przyszłym roku.
Przedstawiam projekt budżetu państwa na 2011 r. Po trzech budżetach kryzysowych, czyli budżecie
na 2009 r., nowelizacji budżetu na 2009 r., która nastąpiła w lipcu 2009 r., i budżecie na 2010 r., jest to pierwszy z trzech budżetów konsolidujących finanse publiczne, które planujemy na lata 2011, 2012 i 2013. Oczywiście, jeśli wyborcy nam zaufają w wyborach
w przyszłym roku.
Trzy budżety kryzysowe zawierały rosnące deficyty. W 2009 r. pierwotny budżet zakładał deficyt na poziomie 18 mld zł, nowelizacja zakładała deficyt na poziomie 27 mld zł, a budżet na 2009 r. zakładał maksymalny deficyt na poziomie 52 mld zł. Było to naturalne i słuszne, bo kryzys zawsze zmniejsza dochody budżetu państwa i zwiększa w sposób nieunikniony jego wydatki, jak na przykład dotacje do Funduszu Ubezpieczeń Społecznych, konieczne do tego, aby zapewnić zawsze i bez żadnego, najmniejszego nawet problemu wypłatę wszystkich emerytur.
Deficyt na 2011 r., który planujemy w tym budżecie, nie przekroczy 40 200 mln zł, czyli będzie o 12 mld zł niższy niż ten dozwolony w budżecie na obecny rok. W kolejnych latach deficyt budżetu państwa będzie sukcesywnie malał. Maleć będzie także deficyt sektora finansów publicznych, całego sektora, łącznie z jednostkami samorządu terytorialnego, ze wszystkimi funduszami i agencjami państwowymi. W roku 2011, według naszej krajowej definicji, deficyt sektora finansów publicznych wynosić będzie 5% PKB, dochodu narodowego, w 2012 r. – 2,8% dochodu narodowego, a w 2013 r. 2,4% PKB. Według definicji unijnej, która jest nieco szersza niż definicja polska, deficyt sektora finansów publicznych w 2011 r. powinien wynosić 6,5% PKB, w 2012 r. – 4,5% PKB, a w 2013 r. – 2,9% PKB.
Wysoki Sejmie!
Wszyscy wiedzą, że Polska przeszła przez kryzys jako zielona wyspa, jedyny kraj, który w największym od czasu II wojny światowej kryzysie gospodarczym na świecie w 2009 r. miał wzrost gospodarczy. Wszyscy wiedzą, państwo także, że wzrost ten wyniósł 1,8%. Warto przypomnieć sobie, na jakim tle osiągnęliśmy ten wynik. W całej Unii Europejskiej dochód narodowy spadł przeciętnie o 4,2% PKB, a w Niemczech o 4,7% PKB. To jest szczególnie ważna relacja, dlatego że normalnie wzrost gospodarczy w Polsce jest o jakieś 3–3,5% wyższy niż w Niemczech, a tym, co się stało w kryzysowym roku 2009, było to, że różnica między wzrostem gospodarczym w Polsce a wzrostem gospodarczym w Niemczech wzrosła do 6,5% PKB. I to mimo że Niemcy były, są i będą przez wiele lat naszym największym partnerem gospodarczym. Ta różnica, czyli 6,5 punktów procentowych wzrostu, jest dowodem na wyjątkową, imponującą odporność polskiej gospodarki, którą zresztą zauważa coraz więcej komentatorów, oczywiście w Europie, bo czasami w Polsce tego się nie dostrzega. Co więcej, już dzisiaj, na początku października, możemy powiedzieć – choć może świadomość tego jest nieco mniejsza – że w 2010 r. Polska także będzie należała do ścisłej, najściślejszej czołówki państw Unii Europejskiej, jeśli chodzi o wzrost gospodarczy. Będzie bowiem na drugim miejscu. Komisja Europejska przewiduje, że w Polsce wzrost gospodarczy w tym roku osiągnie 3,4%. Na pierwszym miejscu będzie Szwecja z 4%, więc będziemy li tylko na drugim miejscu, a razem z nami będą Niemcy, uznawane za wielką lokomotywę ekonomiczną naszego kontynentu.
Według prognoz Komisji Europejskiej przeciętny wzrost gospodarczy w całej Unii stanowić
będzie 1,8%, czyli wzrost w Polsce będzie prawie dwa razy wyższy niż przeciętna unijna. Warto również zauważyć – wspomniałem już o tym w przypadku Niemiec – że dwa kraje, które będą miały wzrost gospodarczy zbliżony do polskiego, w ubiegłym roku zanotowały ostre spadki dochodu narodowego: w Niemczech było to 4,7%, w Szwecji podobnie.
Wobec tego możemy powiedzieć, że ta wyjątkowa odporność, wyjątkowa siła polskiej gospodarki przenosi się na rok 2010 i mamy powody przypuszczać, że przeniesie się także na lata następne, czyli 2011– –2013, lata, w których będziemy konsolidowali finanse publiczne naszego kraju. Myślę, że warto zatrzymać się na chwilę nad tym wyjątkowym osiągnięciem i zastanowić się, jak to się stało, że Polska była zieloną wyspą, i co z tego wynika.
Stało się tak, po pierwsze, dzięki wyjątkowej sile polskiej gospodarki, zbudowanej oczywiście przez Polaków, ale także dzięki słusznym i mądrym działaniom kolejnych rządów dwudziestolecia, od momentu odzyskania niepodległości przez nasze państwo. Sądzę, że warto przypomnieć sobie o tym, że nie tylko gospodarka jest silna, ale także że jej siła zupełnie zaprzecza temu, w co wierzą niektórzy, że nasze państwo jest w jakiś sposób ułomne, słabe i że trzeba je naprawiać radykalnymi metodami. To jest nieprawda. Państwo, które byłoby rządzone przez układy, państwo, które byłoby kondominium, nie mogłoby osiągnąć takich wyników gospodarczych.
Po drugie, wyniki te są także skutkiem przezornej, oszczędnej i racjonalnej polityki rządu Donalda Tuska. Na początku kryzysu nie poszliśmy drogą innych państw ani tą sugerowaną przez opozycję. Nie wprowadziliśmy pakietu stymulacyjnego, jak proponowała opozycja po prawej stronie. Wprost przeciwnie: na początku 2009 r. wprowadziliśmy bardzo znaczący pakiet oszczędnościowy, który potem, w pierwszej połowie 2009 r. jeszcze się rozwijał, opiewał – jeśli chodzi o całą kwotę, i po stronie wydatków, i po stronie dochodów – na 30 mld zł, prawie 2,5% PKB. To był dokładnie odwrotny kierunek do tego, który wybrała olbrzymia większość państw Zachodu – Europy Zachodniej i Stanów Zjednoczonych. Pakiet oszczędności pozwolił na przesunięcie dodatkowych środków na budowę infrastruktury drogowej w kwocie około 8 mld zł, co w znaczący sposób poprawiło strukturę wydatków państwa. Łączny pakiet netto, po uwzględnieniu większych wydatków drogowych, wynosił 22 mld zł, czyli 1,8% PKB. To są szacunki Komisji Europejskiej, więc tych, którzy mówią o jakiejś kreatywnej księgowości, proszę, żeby zwrócili się do komisarza Rehna i do dyrektora Butiego, a nie do mnie.
Po drugie, nie tylko że wprowadziliśmy pakiet oszczędnościowy, ale też nie wprowadziliśmy pakietu stymulacyjnego, który opiewał na 14 mld zł i był zaproponowany w styczniu i lutym przez Prawo i Sprawiedliwość. Także nie obniżyliśmy VAT-u o 3 punkty procentowe, jak proponował śp. prezydent Lech Kaczyński z tej trybuny w czerwcu 2009 r., co kosztowałoby budżet dodatkowe 15 mld zł. Gdybyśmy poszli tamtą drogą, to w 2009 r. deficyt budżetowy byłby o 42 mld zł większy, niż był i na pewno bez żadnej wątpliwości w tym roku przekroczylibyśmy już drugi próg ostrożnościowy ustawy o finansach publicznych. Próg ostrożnościowy, który określa dozwoloną relację długu publicznego do PKB na poziomie 55% i po którym należy wprowadzać ostre działania naprawcze. Tak byłoby, gdybyśmy poszli tą drogą, którą PiS sugerował w tamtym czasie. Jest nawet zupełnie możliwe, że przekroczylibyśmy w tym roku próg konstytucyjny, który określa maksymalną relację długu do PKB na poziomie 60%, po którym konieczne są już skrajnie drastyczne działania naprawcze, jeśli chodzi o finanse publiczne.
W tamtym czasie PiS straszył Polaków kryzysem gospodarczym i proponował fatalne recepty na kryzys, który Polskę ominął. Myślę, że jest czas, aby przedstawiciel albo przedstawicielka PiS wszedł albo weszła na tę trybunę i przeprosił Polaków za cztery rzeczy: za błędy waszej polityki w latach 2006–2007, kiedy był dramatyczny wzrost wydatków przy bardzo znaczącym obniżeniu
podatków o 30 mld zł Tak, proszę państwa, ale dobrze rządzimy, a wy chcieliście, żebyśmy źle rządzili. A więc po pierwsze, chodzi o to, by przeprosić za błędy z lat 2006–2007, które musimy dzisiaj powoli, spokojnie, stanowczo naprawiać, po drugie, za straszenie kryzysem w pierwszej
połowie 2008 r., w drugiej połowie 2008 r. i w pierwszej połowie 2009 r., po trzecie, za błędne recepty, skrajnie, dramatycznie błędne recepty proponowane w 2009 r. i po czwarte, za straszenie tzw. drugą falą kryzysu w drugiej połowie 2009 r.
Czekam na te przeprosiny, bo nie może być tak, że ktoś tak dramatycznie się myli, a potem
udaje, że nic się nie stało. To nie my, przypuszczam, że to jakieś pingwiny. W polityce istnieje
odpowiedzialność za decyzje, które się podjęło, za błędne decyzje, które się podjęło, kiedy się rządziło, ale także za błędne propozycje, które się przedstawiało, kiedy się było w opozycji. Od tej odpowiedzialności nie powinniście uciec, ale widzę po reakcji, że takich przeprosin nie będzie. Żałuję.
Panie Marszałku! Wysoka Izbo!
Wszędzie w Europie rządy konsolidują swoje finanse. Niektóre pomimo tego, że dalej tkwią w recesji. Te tak robią, bo muszą, ponieważ na skutek takiej polityki, jaką rok temu proponował Polsce PiS, dziś nie mają innego pola manewru. Myślę o takich krajach jak Grecja, Irlandia, Hiszpania lub Węgry. Inne kraje konsolidują finanse publiczne, ponieważ weszły na ścieżkę wzrostu i wiedzą, że gospodarka wytrzyma ten ciężar. Do takich krajów należą Szwecja, Niemcy i Polska, trzy kraje o najwyższym wzroście gospodarczym w Unii Europejskiej w tym roku. To, że należymy do krajów, które konsolidują finanse publiczne, bo mogą, a nie dlatego, że muszą, jest skutkiem tego, że w modelowy sposób przeszliśmy przez kryzys.
To, proszę państwa, jest związane z budżetem na 2011 rok, który przedstawiam dzisiaj. Umieliśmy oszczędzać w 2009 r., kiedy było to konieczne, aby nie utracić zaufania naszych wierzycieli. Umieliśmy dopuścić do kontrolowanego wzrostu deficytu, kiedy było to potrzebne w 2010 r., aby nie zdusić ożywienia gospodarczego. Będziemy umieli zapewnić konsolidację finansów publicznych w latach 2011, 2012 i 2013, skoro już wiemy, że gospodarka polska będzie mogła udźwignąć ten ciężar, bo będzie wystarczająco silna, żeby go ponieść.
Wysoka Izbo! Prawdziwy problem gospodarki polskiej to tzw. deficyt strukturalny, który wynika z błędnej polityki z lat 2006–2007, kiedy w tej Izbie przegłosowano obniżenie dochodów publicznych o wartości 40 mld zł w 2010 r., a także skonstruowano budżety, które zwiększyły wydatki o ponad 52 mld zł. Stopniowe wyeliminowanie tego deficytu strukturalnego wymaga twardej polityki wydatkowej państwa. I taką stosujemy od 2009 r. W latach 2009–2010 trzymaliśmy się, już wtedy, tzw. reguły wydatkowej, którą będziemy wprowadzali w nowelizacji ustawy o finansach publicznych, która będzie przedstawiona najpóźniej za kilka tygodni w Sejmie. Reguła ta oznacza, że wzrost wydatków elastycznych, czyli niesztywnych, czyli niezdeterminowanych ustawowo, plus wzrost wydatków – nowe wydatki sztywne – nie może przekroczyć 1% plus inflacja przewidywana na następny rok. Trzymaliśmy się tej reguły w 2009 i 2010 r., mimo że jeszcze nie obowiązywała, i trzymamy się tej reguły także w tym budżecie, który dzisiaj przedstawiam Wysokiej Izbie, mimo że ta reguła formalnoprawnie jeszcze nie obowiązuje. Co
więcej, w latach 2009, 2010 i 2011 wykorzystaliśmy zaledwie w jednej trzeciej maksymalny pułap wzrostu wydatków elastycznych, na które ta reguła pozwala.
Ale oszczędności wynikające z tej reguły i z dodatkowych działań, które podejmujemy już w tym budżecie, dają skutki tylko narastająco. Dlatego musieliśmy kupić czas, podwyższając VAT o 1%. Pan premier już mówił, jak trudna była decyzja, żeby się na taki krok zdecydować. Mogę powiedzieć, że dla mnie też była to niezmiernie trudna decyzja – żeby panu premierowi zaproponować krok, który przecież był i jest sprzeczny z naszą zasadniczą filozofią. Jest jednak jedna sprawa jeszcze ważniejsza od obniżenia podatków – stabilność finansów publicznych, naprawianie szkód wynikających z kryzysu, ale także z nieodpowiedzialnej polityki poprzedniego rządu. Dlatego musieliśmy ten krok podjąć, przyjmując, że jest to zło konieczne.
Wysoki Sejmie! Panie Marszałku! Wszędzie pakiety oszczędnościowe składają się z dwóch części: z części dochodowej i wydatkowej. Jest mitem, iż pakiet konsolidacyjny może składać się jedynie z oszczędności po stronie wydatków. U nas – w budżecie oraz w planach finansowych agencji i funduszy, które przedstawiam Wysokiemu Sejmowi razem z budżetem – ok. 4/9 pakietu oszczędnościowego składa się z działań obniżających wydatki, a 5/9 tego pakietu wynika ze wzrostu dochodów. W Niemczech, gdzie też jest pakiet oszczędnościowy na 2011 r., proporcje są bardzo podobne – 1:1, działania po stronie wydatkowej, działania po stronie dochodowej. W Wielkiej Brytanii proporcje są inne – 2/3 działań po stronie dochodowej i tylko 1/3 działań po stronie wydatkowej. Ale we wszystkich tych krajach, także we Francji, w Holandii i w Szwecji, w następnych latach działania po stronie wydatkowej będą się natężały, a działania po stronie dochodowej będą raczej utrzymywane na tym samym poziomie. Tak jest wszędzie, jest to normalna prawidłowość pakietów konsolidacyjnych, i tak samo będzie w Polsce.
Wysoki Sejmie, Polska oczywiście potrzebuje nie tylko konsolidacji finansów publicznych. Każdy kraj potrzebuje także reform strukturalnych, aby mógł szybciej rozwijać się w przyszłości, nawet ten, który przez kryzys przeszedł jako zielona wyspa, jako jedyny kraj ze wzrostem, jako kraj o wyjątkowo odpornej gospodarce.
Wysoki Sejmie, jednak musimy wybrać, czy te reformy strukturalne mają być szokowe, czy mają być stopniowe, choć oczywiście stanowcze. Czy chcemy drogę konfliktów społecznych, czasami źle przygotowanych reform i groźby antyreformy w wydaniu PiS, gdybyśmy mieli, nie daj Bóg, przegrać następne wybory, czy chcemy drogę stanowczych, stopniowych reform wprowadzanych przez dwie kadencje z akceptacją społeczną? Drogę stopniowych reform rząd Donalda Tuska wybrał już na początku kadencji, w roku 2008, więc nikt nie powinien być zdziwiony tym, że
właśnie tą drogą idziemy. Już w grudniu 2008 r. wprowadziliśmy emerytury pomostowe, co wreszcie uruchomiło reformę emerytalną. Myślę, iż często prawdziwe i daleko idące pozytywne skutki tej reformy są głęboko niedoceniane. Skutki tej reformy są następujące: do 2014 r. przeciętny efektywny wiek emerytalny wzrośnie o ponad 3 lata, czyli o pół roku co rok. Dzięki tej reformie pomimo kryzysu już dziś mamy wzrost zatrudnienia. Co więcej, od 2013 r. saldo sektora finansów publicznych, deficyt tego szerokiego sektora finansów publicznych, na skutek tej reformy zmniejszy się o 1,5 punkta procentowego PKB – jakieś 0,8 punktu procentowego PKB na skutek niższych wydatków, bo ludzie będą dłużej pracowali, i 0,7 punktu procentowego PKB na
skutek wyższych dochodów wynikających z podatków itd., na skutek tego, że jest większa aktywność na rynku pracy. To była reforma naprawdę przełomowa. Oczywiście poprzedni rząd, można powiedzieć, z naszej rodziny politycznej, czyli rząd AWS, zbudował podstawy pod tę reformę, ale żaden następny rząd nie odważył się uruchomić tej reformy aż do momentu, kiedy my ją uruchomiliśmy w 2008 r. W 2008 r. wprowadzono także ważną reformę z punktu widzenia zwiększania potencjału wzrostu gospodarczego naszego kraju. Było to odrolnienie gruntów w miastach, co wyzwoli, już zaczyna wyzwalać, większą aktywność gospodarczą szczególnie w sektorze budowlanym w miastach. Co więcej, w 2008 r., po pierwsze, wprowadziliśmy naprawdę znaczący pakiet na rzecz przedsiębiorczości, podwyższyliśmy próg dla pełnej księgowości o połowę – do 1200 tys. euro obrotów rocznie – zresztą dzięki inicjatywie pana ministra Szejnfelda, którego widzę na sali. Oznacza to, że duża część przedsiębiorców, którzy do tego momentu musieli prowadzić pełne księgi, teraz może prowadzić księgi znacznie uproszczone. Po drugie, trzykrotnie podwyższyliśmy limit na zwolnienie małego przedsiębiorcy z VAT – do 30 tys. euro. Po trzecie, trzykrotnie skróciliśmy termin maksymalnego zwrotu VAT – ze 180 dni do 60 dni – co poprawiło płynność naszych przedsiębiorców. Po czwarte, pięciokrotnie zmniejszyliśmy minimalny kapitał zakładowy dla spółek, co bardzo ułatwiło tworzenie nowych spółek przez przedsiębiorców. Jednak najważniejszym elementem pakietu na rzecz przedsiębiorczości było wprowadzenie zaufania do podatnika w postępowaniach skarbowych. Dzięki temu w 2009 r. zmniejszyliśmy liczbę przedsądowych egzekucji podatkowych o prawie 90%, czyli nigdy więcej nie stanie się to, co się stało panu Klusce i innym przedsiębiorcom, którzy stracili swoje przedsiębiorstwa na skutek działań tego rodzaju. Co więcej, w trakcie tej kadencji także zmniejszyliśmy w zasadniczy sposób liczbę kontroli przy odprawach celnych – zmniejszyliśmy ją pięć razy, i to bez żadnego spadku stopnia odkrywalności nieprawidłowości. W 2007 r. celnicy kontrolowali aż 31% zgłoszeń celnych – był to drugi najwyższy odsetek w całej Unii Europejskiej, 2,5 razy wyższy niż przeciętna unijna. Myślę, że był to namacalny dowód nastawienia do obywatela, jakie było w poprzedniej kadencji, zakładającego, że obywatel, a szczególnie przedsiębiorca, to zawsze jest potencjalny oszust, a nawet wróg. W pierwszej połowie 2010 r. celnicy skontrolowali mniej niż 6% zgłoszeń celnych – ten wskaźnik jest zbliżony do średniej unijnej – i teraz jesteśmy na 8 miejscu albo nawet trochę niżej, w tym niechlubnym, można powiedzieć, rankingu unijnym. Mogę powiedzieć, że wiemy, iż to pięciokrotne zmniejszenie kontroli celnych prawie w żadnym stopniu nie wpłynęło na odkrywalność nieprawidłowości.
W 2009 r., pomimo kryzysu i częstego stosowania weta przez śp. prezydenta Lecha Kaczyńskiego, udało nam się wprowadzić dwie ważne reformy strukturalne. Po pierwsze, w wyniku nowej ustawy o finansach publicznych, która wprowadziła planowanie 4-letnie, z którego zresztą teraz korzystamy, przedstawiając pierwszy budżet mieszczący się w ramach planowania 4-letniego.
Po drugie, w wyniku nowej formy najmu, tzw. najmu okazjonalnego, która chroni prawo własności i zwiększa mobilność młodych Polaków na krajowym rynku pracy. Dzięki temu ludzie szukający pracy będą mogli ją znaleźć w polskich miastach, zamiast wyjeżdżać do miast Europy Zachodniej, bo będą mogli znaleźć miejsca zamieszkania w tych miastach. To jest kluczowa sprawa.
Warto zaznaczyć, że reforma liberalizująca rynek nieruchomości, rynek mieszkaniowy, jest reformą, do której w latach 80. konserwatywny rząd Margaret Thatcher musiał podejść trzy razy, aby udało im się wystarczająco ten rynek zliberalizować. Nam udało się to zrobić za pierwszym razem.
W 2010 r. wprowadziliśmy konkurencję do nauki polskiej, dziedziny, która w tym dwudziestoleciu w ogóle nie była zreformowana. Wczoraj pani minister Kudrycka przedstawiała z tej trybuny pakiet reform dotyczących szkolnictwa wyższego, reformy systemu nauki, przyjęte w tym roku, i pakiet dotyczący szkolnictwa wyższego, który także będzie przyjęty w tym roku – powinien być przyjęty w tym roku, bo uważam, uważamy, że jest niezmiernie ważnym pakietem – który będzie budował wewnętrzną konkurencję między uczelniami i instytutami badawczymi, a dzięki tej konkurencji wewnętrznej zwiększy konkurencyjność naszych uczelni, naszych badaczy, naszych instytutów na tym wielkim rynku europejskim. Wszyscy wiemy, że w następnej perspektywie finansowej nastąpi bardzo znaczące przesunięcie środków na stymulowanie innowacyjności i nauki. My, jako Polacy, nasi badacze, nasi młodzi ludzie, musimy móc efektywnie konkurować o ogromne środki unijne, ale to będzie możliwe tylko wówczas, jeżeli instytucje, szkoły wyższe, instytuty badawcze będą zreformowane i będą nastawione na walkę konkurencyjną, zdadzą sobie sprawę, że już działają na wielkim rynku europejskich funduszy innowacyjnych. Ważne jest oczywiście wejście tych instytucji w różne formy partnerstwa z sektorem prywatnym. To także jest w znaczący sposób zliberalizowane i ułatwione w ramach tego wielkiego pakietu reform dotyczącego szkolnictwa wyższego i nauki.
W tym roku podjęliśmy także decyzję o objęciu kasami fiskalnymi lekarzy i prawników. Gdybyśmy próbowali wprowadzić te wszystkie działania jednym wielkim pakietem w 2008 r., to dziś nikt by nie mówił, że ten rząd nic nie robi i że za mało robi. Ale niestety obawiam się, że gdybyśmy tak zrobili, to szanse na to, że te reformy przeszłyby z olbrzymią dozą akceptacji społecznej, byłyby nikłe. Podchodząc do reform w sposób stopniowy, jesteśmy po prostu bardziej skuteczni. I musimy tę lekcję, którą przerobiliśmy przez kilka lat skutecznego wprowadzania reform strukturalnych, zapamiętać.
Co dalej, jeśli chodzi o reformy strukturalne? W pozostałych kilkunastu miesiącach tej kadencji wprowadzimy regułę wydatkową, o której już mówiłem, drugi pakiet deregulujący gospodarkę, nową podstawę rent, emerytury powszechne dla nowo wchodzących do służb mundurowych. Te dwie ustawy będą elementami dalszego domknięcia naszej reformy emerytalnej. Oczywiście trzeba też wymienić wielki, odnowiony, pakiet reformy służby zdrowia.
Wszystkie te reformy będą skutkowały obniżeniem wydatków publicznych lub przyśpieszeniem wzrostu gospodarczego, co w przyszłości zapewni wyższe dochody i Polakom, i ich państwu.
Wysoka Izbo! Dwa lata temu PiS i wielu komentatorów straszyło Polaków nadchodzącym kryzysem i karciło rząd za domniemane nicnieróbstwo. Rok temu PiS i część komentatorów straszyło nadchodzącą drugą falą kryzysu. I znów karcili oni rząd za nicnieróbstwo. My jednak wiemy, co stało się naprawdę. Polska, jako zielona wyspa, przeszła przez kryzys i teraz mamy narastający, przyśpieszający wzrost gospodarczy. Dziś PiS milczy w sprawach gospodarczych i, szczerze mówiąc, nie dziwię się. Jednak część komentatorów zaostrzyła swój język i znów straszy Polaków. Mówią o nadchodzącej katastrofie finansów publicznych, o konieczności natychmiastowych, drastycznych reform. Wysoka Izbo, mylą się, tak jak PiS się mylił 2 lata temu, jak PiS się mylił rok temu. Jednak ci komentatorzy popełniają inny błąd, można nawet powiedzieć: odwrotny błąd do tego, który popełnił PiS. PiS chciał większego, szybszego wzrostu długu publicznego. Komentatorzy proponują przedwczesne, zbyt raptowne cięcia wydatków. Kierunek, jaki proponują, jest słuszny, ale proponowane tempo działań jest błędne, tak samo błędne jak kryzysowe recepty opozycji. Dziś rzucam tym komentatorom wyzwanie. Spotkamy się w tym miejscu za rok, kiedy będę – mam nadzieję, że ja, nie wiem – przedstawiał budżet na 2012 r. I jeśli okaże się, że żadnej katastrofy finansów publicznych w tym czasie nie było, to będę oczekiwał, że przeproszą oni Polaków.
Przeproszą Polaków oczywiście nie z tej trybuny, bo nie są politykami, ale w gazetach, w których dzisiaj na ten temat się rozpisują. Wysoka Izbo! Dlaczego ci komentatorzy się mylą? Przecież wszyscy wiedzą, że licznik z narastającym długiem publicznym bije. Chyba nie ma osoby w Polsce, która o tym dzisiaj nie wie. To prawda, ten licznik bije, ale także bije licznik wzrastającego dochodu narodowego, wzrastającego PKB, i to jest kluczowe. Na skutek kryzysu i nieodpowiedzialnej polityki poprzedniego rządu relacja długu publicznego do dochodu narodowego, do PKB, wzrosła w latach spowolnienia, w latach 2008, 2009 i 2010. Od przyszłego roku ta relacja zacznie się stabilizować, a od 2013 r. zacznie spadać. Co więcej, należy pamiętać, że kraje, które stworzyły tzw. drugi filar reformy emerytalnej, czyli te, które mają otwarte fundusze emerytalne, powinny inaczej liczyć swój dług publiczny niż kraje Europy Zachodniej, które takich systemów nie mają, szczególnie wtedy kiedy porównujemy kraje między sobą, a przecież olbrzymia większość dyskusji o tym, jaki jest dług publiczny w Polsce, dotyczy porównań z innymi krajami, głównie krajami Europy Zachodniej. Dług wynikający z reformy emerytalnej powinien być odjęty, jeśli chcemy porównać kraje, od państwowego długu publicznego, bo jest on odłożony dla przyszłych emerytów w otwartych funduszach emerytalnych. To jest tak, jakbyśmy mieli debet w banku, zadłużyli się, ale nie wydali tych pieniędzy na bieżącą konsumpcję, tylko odłożyli je na starość, i nie możemy udawać, że tych pieniędzy nie odłożyliśmy. Na pewno wtedy, kiedy porównujemy się z takimi krajami, które tych pieniędzy nie odłożyły, tylko zadłużyły się i wydały
te pieniądze, to widać, że Polska jest pracowitą mrówką, a Niemcy, Holandia, Francja są niefrasobliwymi konikami polnymi. I dlatego powinniśmy także brać pod uwagę licznik, który wskazuje, ile odłożyliśmy w otwartych funduszach emerytalnych; do końca tej kadencji, do końca 2011 r., będzie to 260 mld zł od początku reformy emerytalnej, a od początku tej kadencji do końca 2011 r. – 130 mld zł. I nie można abstrahować od tego faktu, że te pieniądze są, istnieją, nie są wirtualne w żaden sposób. Jeśli weźmiemy pod uwagę nasz dług publiczny i odejmiemy od niego to, co odkładamy w otwartych funduszach emerytalnych, to okazuje się, że dług publiczny w relacji do PKB w Polsce pod koniec tego roku będzie na poziomie 40%, czyli na poziomie około
połowy średniej unijnej, na poziomie mniejszym niż połowa tej relacji we Francji i na poziomie leciutko powyżej połowy tej relacji w Niemczech. Co więcej, jeżeli popatrzymy się na to, jak państwowy dług publiczny wzrósł i wzrośnie w 2010 r., odejmiemy to, co odkładamy do OFE, to zobaczymy, że wzrost dostosowanego długu publicznego w Polsce w roku 2010 w relacji do PKB będzie na trzecim miejscu wśród najniższych w Unii Europejskiej. Tylko na Węgrzech i w Szwecji dług publiczny w relacji do PKB wzrastał wolniej niż w Polsce. Myślę, że to jest naprawdę kluczowy element. Relacja długu publicznego do PKB po odjęciu tego, co odkładamy w OFE, zacznie maleć już w przyszłym roku. Już w przyszłym roku, w 2011 r., ta relacja stosownie skorygowana o kwoty, które składamy w OFE, zacznie maleć. Może jest tak, jak mówią niektórzy komentatorzy, że problem długu publicznego dopiero powstanie za kilka lat na skutek starzenia się Polaków.
Tak też nie jest, Wysoka Izbo, szanowni państwo. Wbrew obiegowym opiniom Polska nie ma głębokich, długookresowych problemów z finansami publicznymi. Najlepszym miernikiem tych problemów jest tzw. długookresowy koszt starzenia, po angielsku: long- -term cost of age, obliczany przez Komisję Europejską co 2 lata. Według tego wskaźnika Polska już w ogóle nie ma problemu starzenia, biorąc pod uwagę obecne instytucje emerytalne, obecne rozwiązania emerytalne. Myślę, że warto przypomnieć sobie o tym, że według Komisji Europejskiej Polsce nie grozi problem związany z finansami publicznymi, wynikający ze starzenia się społeczeństwa. I Polska jest jedynym krajem, który ma taką sytuację, nie dlatego że wprowadziliśmy reformę emerytalną, przeciwko której wy głosowaliście.
Wysoka Izbo! Przeszliśmy przez kryzys bez popełnienia błędu, który popełniły inne kraje i którego
popełnienie proponowała nam opozycja, czyli groźnego zwiększenia długu publicznego. Dzisiaj musimy rozpocząć 3-letni proces konsolidacji finansów publicznych bez popełnienia kolejnego, odwrotnego błędu, czyli zbyt raptownego, szokowego cięcia wydatków. Uniknęliśmy Scylli długu, teraz musimy uniknąć Charybdy zbędnych, szokowych ruchów. I jestem przekonany, że tak jak Odyseuszowi uda się nam wprowadzić okręt polskiej gospodarki na otwarte, spokojne morza. Dziękuję państwu.
Deficyt na 2011 r., który planujemy w tym budżecie, nie przekroczy 40 200 mln zł, czyli będzie o 12 mld zł niższy niż ten dozwolony w budżecie na obecny rok. W kolejnych latach deficyt budżetu państwa będzie sukcesywnie malał. Maleć będzie także deficyt sektora finansów publicznych, całego sektora, łącznie z jednostkami samorządu terytorialnego, ze wszystkimi funduszami i agencjami państwowymi. W roku 2011, według naszej krajowej definicji, deficyt sektora finansów publicznych wynosić będzie 5% PKB, dochodu narodowego, w 2012 r. – 2,8% dochodu narodowego, a w 2013 r. 2,4% PKB. Według definicji unijnej, która jest nieco szersza niż definicja polska, deficyt sektora finansów publicznych w 2011 r. powinien wynosić 6,5% PKB, w 2012 r. – 4,5% PKB, a w 2013 r. – 2,9% PKB.
Wysoki Sejmie!
Wszyscy wiedzą, że Polska przeszła przez kryzys jako zielona wyspa, jedyny kraj, który w największym od czasu II wojny światowej kryzysie gospodarczym na świecie w 2009 r. miał wzrost gospodarczy. Wszyscy wiedzą, państwo także, że wzrost ten wyniósł 1,8%. Warto przypomnieć sobie, na jakim tle osiągnęliśmy ten wynik. W całej Unii Europejskiej dochód narodowy spadł przeciętnie o 4,2% PKB, a w Niemczech o 4,7% PKB. To jest szczególnie ważna relacja, dlatego że normalnie wzrost gospodarczy w Polsce jest o jakieś 3–3,5% wyższy niż w Niemczech, a tym, co się stało w kryzysowym roku 2009, było to, że różnica między wzrostem gospodarczym w Polsce a wzrostem gospodarczym w Niemczech wzrosła do 6,5% PKB. I to mimo że Niemcy były, są i będą przez wiele lat naszym największym partnerem gospodarczym. Ta różnica, czyli 6,5 punktów procentowych wzrostu, jest dowodem na wyjątkową, imponującą odporność polskiej gospodarki, którą zresztą zauważa coraz więcej komentatorów, oczywiście w Europie, bo czasami w Polsce tego się nie dostrzega. Co więcej, już dzisiaj, na początku października, możemy powiedzieć – choć może świadomość tego jest nieco mniejsza – że w 2010 r. Polska także będzie należała do ścisłej, najściślejszej czołówki państw Unii Europejskiej, jeśli chodzi o wzrost gospodarczy. Będzie bowiem na drugim miejscu. Komisja Europejska przewiduje, że w Polsce wzrost gospodarczy w tym roku osiągnie 3,4%. Na pierwszym miejscu będzie Szwecja z 4%, więc będziemy li tylko na drugim miejscu, a razem z nami będą Niemcy, uznawane za wielką lokomotywę ekonomiczną naszego kontynentu.
Według prognoz Komisji Europejskiej przeciętny wzrost gospodarczy w całej Unii stanowić
będzie 1,8%, czyli wzrost w Polsce będzie prawie dwa razy wyższy niż przeciętna unijna. Warto również zauważyć – wspomniałem już o tym w przypadku Niemiec – że dwa kraje, które będą miały wzrost gospodarczy zbliżony do polskiego, w ubiegłym roku zanotowały ostre spadki dochodu narodowego: w Niemczech było to 4,7%, w Szwecji podobnie.
Wobec tego możemy powiedzieć, że ta wyjątkowa odporność, wyjątkowa siła polskiej gospodarki przenosi się na rok 2010 i mamy powody przypuszczać, że przeniesie się także na lata następne, czyli 2011– –2013, lata, w których będziemy konsolidowali finanse publiczne naszego kraju. Myślę, że warto zatrzymać się na chwilę nad tym wyjątkowym osiągnięciem i zastanowić się, jak to się stało, że Polska była zieloną wyspą, i co z tego wynika.
Stało się tak, po pierwsze, dzięki wyjątkowej sile polskiej gospodarki, zbudowanej oczywiście przez Polaków, ale także dzięki słusznym i mądrym działaniom kolejnych rządów dwudziestolecia, od momentu odzyskania niepodległości przez nasze państwo. Sądzę, że warto przypomnieć sobie o tym, że nie tylko gospodarka jest silna, ale także że jej siła zupełnie zaprzecza temu, w co wierzą niektórzy, że nasze państwo jest w jakiś sposób ułomne, słabe i że trzeba je naprawiać radykalnymi metodami. To jest nieprawda. Państwo, które byłoby rządzone przez układy, państwo, które byłoby kondominium, nie mogłoby osiągnąć takich wyników gospodarczych.
Po drugie, wyniki te są także skutkiem przezornej, oszczędnej i racjonalnej polityki rządu Donalda Tuska. Na początku kryzysu nie poszliśmy drogą innych państw ani tą sugerowaną przez opozycję. Nie wprowadziliśmy pakietu stymulacyjnego, jak proponowała opozycja po prawej stronie. Wprost przeciwnie: na początku 2009 r. wprowadziliśmy bardzo znaczący pakiet oszczędnościowy, który potem, w pierwszej połowie 2009 r. jeszcze się rozwijał, opiewał – jeśli chodzi o całą kwotę, i po stronie wydatków, i po stronie dochodów – na 30 mld zł, prawie 2,5% PKB. To był dokładnie odwrotny kierunek do tego, który wybrała olbrzymia większość państw Zachodu – Europy Zachodniej i Stanów Zjednoczonych. Pakiet oszczędności pozwolił na przesunięcie dodatkowych środków na budowę infrastruktury drogowej w kwocie około 8 mld zł, co w znaczący sposób poprawiło strukturę wydatków państwa. Łączny pakiet netto, po uwzględnieniu większych wydatków drogowych, wynosił 22 mld zł, czyli 1,8% PKB. To są szacunki Komisji Europejskiej, więc tych, którzy mówią o jakiejś kreatywnej księgowości, proszę, żeby zwrócili się do komisarza Rehna i do dyrektora Butiego, a nie do mnie.
Po drugie, nie tylko że wprowadziliśmy pakiet oszczędnościowy, ale też nie wprowadziliśmy pakietu stymulacyjnego, który opiewał na 14 mld zł i był zaproponowany w styczniu i lutym przez Prawo i Sprawiedliwość. Także nie obniżyliśmy VAT-u o 3 punkty procentowe, jak proponował śp. prezydent Lech Kaczyński z tej trybuny w czerwcu 2009 r., co kosztowałoby budżet dodatkowe 15 mld zł. Gdybyśmy poszli tamtą drogą, to w 2009 r. deficyt budżetowy byłby o 42 mld zł większy, niż był i na pewno bez żadnej wątpliwości w tym roku przekroczylibyśmy już drugi próg ostrożnościowy ustawy o finansach publicznych. Próg ostrożnościowy, który określa dozwoloną relację długu publicznego do PKB na poziomie 55% i po którym należy wprowadzać ostre działania naprawcze. Tak byłoby, gdybyśmy poszli tą drogą, którą PiS sugerował w tamtym czasie. Jest nawet zupełnie możliwe, że przekroczylibyśmy w tym roku próg konstytucyjny, który określa maksymalną relację długu do PKB na poziomie 60%, po którym konieczne są już skrajnie drastyczne działania naprawcze, jeśli chodzi o finanse publiczne.
W tamtym czasie PiS straszył Polaków kryzysem gospodarczym i proponował fatalne recepty na kryzys, który Polskę ominął. Myślę, że jest czas, aby przedstawiciel albo przedstawicielka PiS wszedł albo weszła na tę trybunę i przeprosił Polaków za cztery rzeczy: za błędy waszej polityki w latach 2006–2007, kiedy był dramatyczny wzrost wydatków przy bardzo znaczącym obniżeniu
podatków o 30 mld zł Tak, proszę państwa, ale dobrze rządzimy, a wy chcieliście, żebyśmy źle rządzili. A więc po pierwsze, chodzi o to, by przeprosić za błędy z lat 2006–2007, które musimy dzisiaj powoli, spokojnie, stanowczo naprawiać, po drugie, za straszenie kryzysem w pierwszej
połowie 2008 r., w drugiej połowie 2008 r. i w pierwszej połowie 2009 r., po trzecie, za błędne recepty, skrajnie, dramatycznie błędne recepty proponowane w 2009 r. i po czwarte, za straszenie tzw. drugą falą kryzysu w drugiej połowie 2009 r.
Czekam na te przeprosiny, bo nie może być tak, że ktoś tak dramatycznie się myli, a potem
udaje, że nic się nie stało. To nie my, przypuszczam, że to jakieś pingwiny. W polityce istnieje
odpowiedzialność za decyzje, które się podjęło, za błędne decyzje, które się podjęło, kiedy się rządziło, ale także za błędne propozycje, które się przedstawiało, kiedy się było w opozycji. Od tej odpowiedzialności nie powinniście uciec, ale widzę po reakcji, że takich przeprosin nie będzie. Żałuję.
Panie Marszałku! Wysoka Izbo!
Wszędzie w Europie rządy konsolidują swoje finanse. Niektóre pomimo tego, że dalej tkwią w recesji. Te tak robią, bo muszą, ponieważ na skutek takiej polityki, jaką rok temu proponował Polsce PiS, dziś nie mają innego pola manewru. Myślę o takich krajach jak Grecja, Irlandia, Hiszpania lub Węgry. Inne kraje konsolidują finanse publiczne, ponieważ weszły na ścieżkę wzrostu i wiedzą, że gospodarka wytrzyma ten ciężar. Do takich krajów należą Szwecja, Niemcy i Polska, trzy kraje o najwyższym wzroście gospodarczym w Unii Europejskiej w tym roku. To, że należymy do krajów, które konsolidują finanse publiczne, bo mogą, a nie dlatego, że muszą, jest skutkiem tego, że w modelowy sposób przeszliśmy przez kryzys.
To, proszę państwa, jest związane z budżetem na 2011 rok, który przedstawiam dzisiaj. Umieliśmy oszczędzać w 2009 r., kiedy było to konieczne, aby nie utracić zaufania naszych wierzycieli. Umieliśmy dopuścić do kontrolowanego wzrostu deficytu, kiedy było to potrzebne w 2010 r., aby nie zdusić ożywienia gospodarczego. Będziemy umieli zapewnić konsolidację finansów publicznych w latach 2011, 2012 i 2013, skoro już wiemy, że gospodarka polska będzie mogła udźwignąć ten ciężar, bo będzie wystarczająco silna, żeby go ponieść.
Wysoka Izbo! Prawdziwy problem gospodarki polskiej to tzw. deficyt strukturalny, który wynika z błędnej polityki z lat 2006–2007, kiedy w tej Izbie przegłosowano obniżenie dochodów publicznych o wartości 40 mld zł w 2010 r., a także skonstruowano budżety, które zwiększyły wydatki o ponad 52 mld zł. Stopniowe wyeliminowanie tego deficytu strukturalnego wymaga twardej polityki wydatkowej państwa. I taką stosujemy od 2009 r. W latach 2009–2010 trzymaliśmy się, już wtedy, tzw. reguły wydatkowej, którą będziemy wprowadzali w nowelizacji ustawy o finansach publicznych, która będzie przedstawiona najpóźniej za kilka tygodni w Sejmie. Reguła ta oznacza, że wzrost wydatków elastycznych, czyli niesztywnych, czyli niezdeterminowanych ustawowo, plus wzrost wydatków – nowe wydatki sztywne – nie może przekroczyć 1% plus inflacja przewidywana na następny rok. Trzymaliśmy się tej reguły w 2009 i 2010 r., mimo że jeszcze nie obowiązywała, i trzymamy się tej reguły także w tym budżecie, który dzisiaj przedstawiam Wysokiej Izbie, mimo że ta reguła formalnoprawnie jeszcze nie obowiązuje. Co
więcej, w latach 2009, 2010 i 2011 wykorzystaliśmy zaledwie w jednej trzeciej maksymalny pułap wzrostu wydatków elastycznych, na które ta reguła pozwala.
Ale oszczędności wynikające z tej reguły i z dodatkowych działań, które podejmujemy już w tym budżecie, dają skutki tylko narastająco. Dlatego musieliśmy kupić czas, podwyższając VAT o 1%. Pan premier już mówił, jak trudna była decyzja, żeby się na taki krok zdecydować. Mogę powiedzieć, że dla mnie też była to niezmiernie trudna decyzja – żeby panu premierowi zaproponować krok, który przecież był i jest sprzeczny z naszą zasadniczą filozofią. Jest jednak jedna sprawa jeszcze ważniejsza od obniżenia podatków – stabilność finansów publicznych, naprawianie szkód wynikających z kryzysu, ale także z nieodpowiedzialnej polityki poprzedniego rządu. Dlatego musieliśmy ten krok podjąć, przyjmując, że jest to zło konieczne.
Wysoki Sejmie! Panie Marszałku! Wszędzie pakiety oszczędnościowe składają się z dwóch części: z części dochodowej i wydatkowej. Jest mitem, iż pakiet konsolidacyjny może składać się jedynie z oszczędności po stronie wydatków. U nas – w budżecie oraz w planach finansowych agencji i funduszy, które przedstawiam Wysokiemu Sejmowi razem z budżetem – ok. 4/9 pakietu oszczędnościowego składa się z działań obniżających wydatki, a 5/9 tego pakietu wynika ze wzrostu dochodów. W Niemczech, gdzie też jest pakiet oszczędnościowy na 2011 r., proporcje są bardzo podobne – 1:1, działania po stronie wydatkowej, działania po stronie dochodowej. W Wielkiej Brytanii proporcje są inne – 2/3 działań po stronie dochodowej i tylko 1/3 działań po stronie wydatkowej. Ale we wszystkich tych krajach, także we Francji, w Holandii i w Szwecji, w następnych latach działania po stronie wydatkowej będą się natężały, a działania po stronie dochodowej będą raczej utrzymywane na tym samym poziomie. Tak jest wszędzie, jest to normalna prawidłowość pakietów konsolidacyjnych, i tak samo będzie w Polsce.
Wysoki Sejmie, Polska oczywiście potrzebuje nie tylko konsolidacji finansów publicznych. Każdy kraj potrzebuje także reform strukturalnych, aby mógł szybciej rozwijać się w przyszłości, nawet ten, który przez kryzys przeszedł jako zielona wyspa, jako jedyny kraj ze wzrostem, jako kraj o wyjątkowo odpornej gospodarce.
Wysoki Sejmie, jednak musimy wybrać, czy te reformy strukturalne mają być szokowe, czy mają być stopniowe, choć oczywiście stanowcze. Czy chcemy drogę konfliktów społecznych, czasami źle przygotowanych reform i groźby antyreformy w wydaniu PiS, gdybyśmy mieli, nie daj Bóg, przegrać następne wybory, czy chcemy drogę stanowczych, stopniowych reform wprowadzanych przez dwie kadencje z akceptacją społeczną? Drogę stopniowych reform rząd Donalda Tuska wybrał już na początku kadencji, w roku 2008, więc nikt nie powinien być zdziwiony tym, że
właśnie tą drogą idziemy. Już w grudniu 2008 r. wprowadziliśmy emerytury pomostowe, co wreszcie uruchomiło reformę emerytalną. Myślę, iż często prawdziwe i daleko idące pozytywne skutki tej reformy są głęboko niedoceniane. Skutki tej reformy są następujące: do 2014 r. przeciętny efektywny wiek emerytalny wzrośnie o ponad 3 lata, czyli o pół roku co rok. Dzięki tej reformie pomimo kryzysu już dziś mamy wzrost zatrudnienia. Co więcej, od 2013 r. saldo sektora finansów publicznych, deficyt tego szerokiego sektora finansów publicznych, na skutek tej reformy zmniejszy się o 1,5 punkta procentowego PKB – jakieś 0,8 punktu procentowego PKB na skutek niższych wydatków, bo ludzie będą dłużej pracowali, i 0,7 punktu procentowego PKB na
skutek wyższych dochodów wynikających z podatków itd., na skutek tego, że jest większa aktywność na rynku pracy. To była reforma naprawdę przełomowa. Oczywiście poprzedni rząd, można powiedzieć, z naszej rodziny politycznej, czyli rząd AWS, zbudował podstawy pod tę reformę, ale żaden następny rząd nie odważył się uruchomić tej reformy aż do momentu, kiedy my ją uruchomiliśmy w 2008 r. W 2008 r. wprowadzono także ważną reformę z punktu widzenia zwiększania potencjału wzrostu gospodarczego naszego kraju. Było to odrolnienie gruntów w miastach, co wyzwoli, już zaczyna wyzwalać, większą aktywność gospodarczą szczególnie w sektorze budowlanym w miastach. Co więcej, w 2008 r., po pierwsze, wprowadziliśmy naprawdę znaczący pakiet na rzecz przedsiębiorczości, podwyższyliśmy próg dla pełnej księgowości o połowę – do 1200 tys. euro obrotów rocznie – zresztą dzięki inicjatywie pana ministra Szejnfelda, którego widzę na sali. Oznacza to, że duża część przedsiębiorców, którzy do tego momentu musieli prowadzić pełne księgi, teraz może prowadzić księgi znacznie uproszczone. Po drugie, trzykrotnie podwyższyliśmy limit na zwolnienie małego przedsiębiorcy z VAT – do 30 tys. euro. Po trzecie, trzykrotnie skróciliśmy termin maksymalnego zwrotu VAT – ze 180 dni do 60 dni – co poprawiło płynność naszych przedsiębiorców. Po czwarte, pięciokrotnie zmniejszyliśmy minimalny kapitał zakładowy dla spółek, co bardzo ułatwiło tworzenie nowych spółek przez przedsiębiorców. Jednak najważniejszym elementem pakietu na rzecz przedsiębiorczości było wprowadzenie zaufania do podatnika w postępowaniach skarbowych. Dzięki temu w 2009 r. zmniejszyliśmy liczbę przedsądowych egzekucji podatkowych o prawie 90%, czyli nigdy więcej nie stanie się to, co się stało panu Klusce i innym przedsiębiorcom, którzy stracili swoje przedsiębiorstwa na skutek działań tego rodzaju. Co więcej, w trakcie tej kadencji także zmniejszyliśmy w zasadniczy sposób liczbę kontroli przy odprawach celnych – zmniejszyliśmy ją pięć razy, i to bez żadnego spadku stopnia odkrywalności nieprawidłowości. W 2007 r. celnicy kontrolowali aż 31% zgłoszeń celnych – był to drugi najwyższy odsetek w całej Unii Europejskiej, 2,5 razy wyższy niż przeciętna unijna. Myślę, że był to namacalny dowód nastawienia do obywatela, jakie było w poprzedniej kadencji, zakładającego, że obywatel, a szczególnie przedsiębiorca, to zawsze jest potencjalny oszust, a nawet wróg. W pierwszej połowie 2010 r. celnicy skontrolowali mniej niż 6% zgłoszeń celnych – ten wskaźnik jest zbliżony do średniej unijnej – i teraz jesteśmy na 8 miejscu albo nawet trochę niżej, w tym niechlubnym, można powiedzieć, rankingu unijnym. Mogę powiedzieć, że wiemy, iż to pięciokrotne zmniejszenie kontroli celnych prawie w żadnym stopniu nie wpłynęło na odkrywalność nieprawidłowości.
W 2009 r., pomimo kryzysu i częstego stosowania weta przez śp. prezydenta Lecha Kaczyńskiego, udało nam się wprowadzić dwie ważne reformy strukturalne. Po pierwsze, w wyniku nowej ustawy o finansach publicznych, która wprowadziła planowanie 4-letnie, z którego zresztą teraz korzystamy, przedstawiając pierwszy budżet mieszczący się w ramach planowania 4-letniego.
Po drugie, w wyniku nowej formy najmu, tzw. najmu okazjonalnego, która chroni prawo własności i zwiększa mobilność młodych Polaków na krajowym rynku pracy. Dzięki temu ludzie szukający pracy będą mogli ją znaleźć w polskich miastach, zamiast wyjeżdżać do miast Europy Zachodniej, bo będą mogli znaleźć miejsca zamieszkania w tych miastach. To jest kluczowa sprawa.
Warto zaznaczyć, że reforma liberalizująca rynek nieruchomości, rynek mieszkaniowy, jest reformą, do której w latach 80. konserwatywny rząd Margaret Thatcher musiał podejść trzy razy, aby udało im się wystarczająco ten rynek zliberalizować. Nam udało się to zrobić za pierwszym razem.
W 2010 r. wprowadziliśmy konkurencję do nauki polskiej, dziedziny, która w tym dwudziestoleciu w ogóle nie była zreformowana. Wczoraj pani minister Kudrycka przedstawiała z tej trybuny pakiet reform dotyczących szkolnictwa wyższego, reformy systemu nauki, przyjęte w tym roku, i pakiet dotyczący szkolnictwa wyższego, który także będzie przyjęty w tym roku – powinien być przyjęty w tym roku, bo uważam, uważamy, że jest niezmiernie ważnym pakietem – który będzie budował wewnętrzną konkurencję między uczelniami i instytutami badawczymi, a dzięki tej konkurencji wewnętrznej zwiększy konkurencyjność naszych uczelni, naszych badaczy, naszych instytutów na tym wielkim rynku europejskim. Wszyscy wiemy, że w następnej perspektywie finansowej nastąpi bardzo znaczące przesunięcie środków na stymulowanie innowacyjności i nauki. My, jako Polacy, nasi badacze, nasi młodzi ludzie, musimy móc efektywnie konkurować o ogromne środki unijne, ale to będzie możliwe tylko wówczas, jeżeli instytucje, szkoły wyższe, instytuty badawcze będą zreformowane i będą nastawione na walkę konkurencyjną, zdadzą sobie sprawę, że już działają na wielkim rynku europejskich funduszy innowacyjnych. Ważne jest oczywiście wejście tych instytucji w różne formy partnerstwa z sektorem prywatnym. To także jest w znaczący sposób zliberalizowane i ułatwione w ramach tego wielkiego pakietu reform dotyczącego szkolnictwa wyższego i nauki.
W tym roku podjęliśmy także decyzję o objęciu kasami fiskalnymi lekarzy i prawników. Gdybyśmy próbowali wprowadzić te wszystkie działania jednym wielkim pakietem w 2008 r., to dziś nikt by nie mówił, że ten rząd nic nie robi i że za mało robi. Ale niestety obawiam się, że gdybyśmy tak zrobili, to szanse na to, że te reformy przeszłyby z olbrzymią dozą akceptacji społecznej, byłyby nikłe. Podchodząc do reform w sposób stopniowy, jesteśmy po prostu bardziej skuteczni. I musimy tę lekcję, którą przerobiliśmy przez kilka lat skutecznego wprowadzania reform strukturalnych, zapamiętać.
Co dalej, jeśli chodzi o reformy strukturalne? W pozostałych kilkunastu miesiącach tej kadencji wprowadzimy regułę wydatkową, o której już mówiłem, drugi pakiet deregulujący gospodarkę, nową podstawę rent, emerytury powszechne dla nowo wchodzących do służb mundurowych. Te dwie ustawy będą elementami dalszego domknięcia naszej reformy emerytalnej. Oczywiście trzeba też wymienić wielki, odnowiony, pakiet reformy służby zdrowia.
Wszystkie te reformy będą skutkowały obniżeniem wydatków publicznych lub przyśpieszeniem wzrostu gospodarczego, co w przyszłości zapewni wyższe dochody i Polakom, i ich państwu.
Wysoka Izbo! Dwa lata temu PiS i wielu komentatorów straszyło Polaków nadchodzącym kryzysem i karciło rząd za domniemane nicnieróbstwo. Rok temu PiS i część komentatorów straszyło nadchodzącą drugą falą kryzysu. I znów karcili oni rząd za nicnieróbstwo. My jednak wiemy, co stało się naprawdę. Polska, jako zielona wyspa, przeszła przez kryzys i teraz mamy narastający, przyśpieszający wzrost gospodarczy. Dziś PiS milczy w sprawach gospodarczych i, szczerze mówiąc, nie dziwię się. Jednak część komentatorów zaostrzyła swój język i znów straszy Polaków. Mówią o nadchodzącej katastrofie finansów publicznych, o konieczności natychmiastowych, drastycznych reform. Wysoka Izbo, mylą się, tak jak PiS się mylił 2 lata temu, jak PiS się mylił rok temu. Jednak ci komentatorzy popełniają inny błąd, można nawet powiedzieć: odwrotny błąd do tego, który popełnił PiS. PiS chciał większego, szybszego wzrostu długu publicznego. Komentatorzy proponują przedwczesne, zbyt raptowne cięcia wydatków. Kierunek, jaki proponują, jest słuszny, ale proponowane tempo działań jest błędne, tak samo błędne jak kryzysowe recepty opozycji. Dziś rzucam tym komentatorom wyzwanie. Spotkamy się w tym miejscu za rok, kiedy będę – mam nadzieję, że ja, nie wiem – przedstawiał budżet na 2012 r. I jeśli okaże się, że żadnej katastrofy finansów publicznych w tym czasie nie było, to będę oczekiwał, że przeproszą oni Polaków.
Przeproszą Polaków oczywiście nie z tej trybuny, bo nie są politykami, ale w gazetach, w których dzisiaj na ten temat się rozpisują. Wysoka Izbo! Dlaczego ci komentatorzy się mylą? Przecież wszyscy wiedzą, że licznik z narastającym długiem publicznym bije. Chyba nie ma osoby w Polsce, która o tym dzisiaj nie wie. To prawda, ten licznik bije, ale także bije licznik wzrastającego dochodu narodowego, wzrastającego PKB, i to jest kluczowe. Na skutek kryzysu i nieodpowiedzialnej polityki poprzedniego rządu relacja długu publicznego do dochodu narodowego, do PKB, wzrosła w latach spowolnienia, w latach 2008, 2009 i 2010. Od przyszłego roku ta relacja zacznie się stabilizować, a od 2013 r. zacznie spadać. Co więcej, należy pamiętać, że kraje, które stworzyły tzw. drugi filar reformy emerytalnej, czyli te, które mają otwarte fundusze emerytalne, powinny inaczej liczyć swój dług publiczny niż kraje Europy Zachodniej, które takich systemów nie mają, szczególnie wtedy kiedy porównujemy kraje między sobą, a przecież olbrzymia większość dyskusji o tym, jaki jest dług publiczny w Polsce, dotyczy porównań z innymi krajami, głównie krajami Europy Zachodniej. Dług wynikający z reformy emerytalnej powinien być odjęty, jeśli chcemy porównać kraje, od państwowego długu publicznego, bo jest on odłożony dla przyszłych emerytów w otwartych funduszach emerytalnych. To jest tak, jakbyśmy mieli debet w banku, zadłużyli się, ale nie wydali tych pieniędzy na bieżącą konsumpcję, tylko odłożyli je na starość, i nie możemy udawać, że tych pieniędzy nie odłożyliśmy. Na pewno wtedy, kiedy porównujemy się z takimi krajami, które tych pieniędzy nie odłożyły, tylko zadłużyły się i wydały
te pieniądze, to widać, że Polska jest pracowitą mrówką, a Niemcy, Holandia, Francja są niefrasobliwymi konikami polnymi. I dlatego powinniśmy także brać pod uwagę licznik, który wskazuje, ile odłożyliśmy w otwartych funduszach emerytalnych; do końca tej kadencji, do końca 2011 r., będzie to 260 mld zł od początku reformy emerytalnej, a od początku tej kadencji do końca 2011 r. – 130 mld zł. I nie można abstrahować od tego faktu, że te pieniądze są, istnieją, nie są wirtualne w żaden sposób. Jeśli weźmiemy pod uwagę nasz dług publiczny i odejmiemy od niego to, co odkładamy w otwartych funduszach emerytalnych, to okazuje się, że dług publiczny w relacji do PKB w Polsce pod koniec tego roku będzie na poziomie 40%, czyli na poziomie około
połowy średniej unijnej, na poziomie mniejszym niż połowa tej relacji we Francji i na poziomie leciutko powyżej połowy tej relacji w Niemczech. Co więcej, jeżeli popatrzymy się na to, jak państwowy dług publiczny wzrósł i wzrośnie w 2010 r., odejmiemy to, co odkładamy do OFE, to zobaczymy, że wzrost dostosowanego długu publicznego w Polsce w roku 2010 w relacji do PKB będzie na trzecim miejscu wśród najniższych w Unii Europejskiej. Tylko na Węgrzech i w Szwecji dług publiczny w relacji do PKB wzrastał wolniej niż w Polsce. Myślę, że to jest naprawdę kluczowy element. Relacja długu publicznego do PKB po odjęciu tego, co odkładamy w OFE, zacznie maleć już w przyszłym roku. Już w przyszłym roku, w 2011 r., ta relacja stosownie skorygowana o kwoty, które składamy w OFE, zacznie maleć. Może jest tak, jak mówią niektórzy komentatorzy, że problem długu publicznego dopiero powstanie za kilka lat na skutek starzenia się Polaków.
Tak też nie jest, Wysoka Izbo, szanowni państwo. Wbrew obiegowym opiniom Polska nie ma głębokich, długookresowych problemów z finansami publicznymi. Najlepszym miernikiem tych problemów jest tzw. długookresowy koszt starzenia, po angielsku: long- -term cost of age, obliczany przez Komisję Europejską co 2 lata. Według tego wskaźnika Polska już w ogóle nie ma problemu starzenia, biorąc pod uwagę obecne instytucje emerytalne, obecne rozwiązania emerytalne. Myślę, że warto przypomnieć sobie o tym, że według Komisji Europejskiej Polsce nie grozi problem związany z finansami publicznymi, wynikający ze starzenia się społeczeństwa. I Polska jest jedynym krajem, który ma taką sytuację, nie dlatego że wprowadziliśmy reformę emerytalną, przeciwko której wy głosowaliście.
Wysoka Izbo! Przeszliśmy przez kryzys bez popełnienia błędu, który popełniły inne kraje i którego
popełnienie proponowała nam opozycja, czyli groźnego zwiększenia długu publicznego. Dzisiaj musimy rozpocząć 3-letni proces konsolidacji finansów publicznych bez popełnienia kolejnego, odwrotnego błędu, czyli zbyt raptownego, szokowego cięcia wydatków. Uniknęliśmy Scylli długu, teraz musimy uniknąć Charybdy zbędnych, szokowych ruchów. I jestem przekonany, że tak jak Odyseuszowi uda się nam wprowadzić okręt polskiej gospodarki na otwarte, spokojne morza. Dziękuję państwu.
Zobacz również
