A A A

Informacja Prezesa Rady Ministrów na temat stanu finansów państwa

4.08.2010
Panie Marszałku! Wysoka Izbo!

Duże zainteresowanie posłów, czego efektem jest dzisiejsza informacja, budzą – co zrozumiałe – plany finansowe rządu i przyszłość finansowa naszego państwa, a także obecny stan finansów publicznych. Cieszę się, że mamy możliwość przedstawienia naszego poglądu i informacji na temat stanu finansów i że są jeszcze na sali posłanki i posłowie, których tak przyziemne sprawy, jak bezpieczeństwo polskiego pieniądza, jak finansowe bezpieczeństwo polskich rodzin, interesują. Nie jest ich może zbyt dużo, ale ta informacja należy się także tym wszystkim, którzy w Polsce czekają na odpowiedzialne decyzje i wiarygodne informacje o stanie finansów publicznych i o zamierzeniach rządu. Będziemy do państwa dyspozycji wraz z ministrem finansów, członkami mojego rządu w czasie rozpatrywania tego punktu.  
Pozwolicie zatem, że na wstępie powiem kilka zdań objaśniających nasze intencje. Następnie minister finansów przedstawi bardziej szczegółową informację.

Po pierwsze, chciałbym przypomnieć Wysokiej Izbie o pewnej zasadzie, której stosowanie przyniosło sukces Polsce w ostatnich dwóch latach. Tą zasadą było kierowanie się zdrowym rozsądkiem i poczuciem odpowiedzialności za ludzi i ich pieniądze, a nie za doktryny czy ideologię. W ostatnich dwóch latach, kiedy właśnie odpowiedzialność i zdrowy rozsądek
okazały się drogowskazami szczególnie cennymi. Mimo groźnego w wymiarze globalnym i europejskim kryzysu finansowego, niespotykanego od czasów pamiętnego kryzysu z lat 20. ubiegłego wieku, akurat w tym czasie Polskę zaczęto zaliczać w opinii Europy i świata do państw, a Polaków do tych nielicznych narodów racjonalnie, trzeźwo kalkulujących w sytuacjach krytycznych, w sytuacjach napięcia finansowego.

Powstaje powoli taki termin „klub północny”, który niekoniecznie geograficznie i terytorialnie, może bardziej historycznie, ale oddaje pewien typ północnego myślenia, a więc odpowiedzialnego, chłodnego, do bólu racjonalnego, takiego myślenia, którego podstawą jest dyscyplina nie tylko intelektualna, ale także dyscyplina w zachowaniach, choćby wtedy, kiedy konstruujemy budżet państwa. To, że Polska jest tak wysoko oceniana w tych trudnych czasach, buduje reputację, a ta reputacja z kolei ma bezpośredni wpływ na polskie pieniądze. Już dzisiaj, mam nadzieję, nie trzeba w Polsce tłumaczyć, jak wielkim skarbem dla Polaków jest właśnie ta niespotykana do tej pory w naszej historii dobra reputacja, jeśli chodzi o gospodarowanie własnymi pieniędzmi, czasem. Polska gospodarka, polski porządek stały się, niespodziewanie dla wielu z was, synonimem powodzenia, sukcesu, pozytywnego ładu, a nie, jak bywało najczęściej w historii, bałaganu i bezhołowia. I mam nadzieję, że inne wydarzenia, choćby te wczorajsze, budzące tyle emocji, nie będą rujnowały tego wizerunku, bo na ten wizerunek pracowaliśmy przez lata my wszyscy, wszyscy Polacy, i nie jest on efektem rządów jednej czy drugiej partii lub triumfu tej czy innej doktryny. To była reputacja zbudowana wysiłkiem, dyscypliną i odpowiedzialnością milionów ludzi.

Pozycja finansowa Polski i polskich rodzin, co pokazują losy innych krajów w Europie, w bardzo dużym stopniu zależy od tego, jak jesteśmy postrzegani, jakie są efekty obserwacji świata, obserwacji tego, co się dzieje w Polsce i jak radzimy sobie z kryzysem. To nie jest oczywiście tylko polski fenomen. W dobie obecnej wszyscy wszystkich obserwują. W dobie obecnej wszyscy o wszystkich prawie wszystko wiedzą. Tym większą satysfakcją powinno być dla nas, Polaków, to, że właśnie reputacja Polski i polskiej gospodarki jest dzisiaj tak solidna, tak duża, bo wynika ona nie z jakichś magicznych sztuczek, tylko z gruntownej wiedzy, jaką dziś, w świecie współczesnym, wszyscy o wszystkich mają. Polityk polityka może czasami oszukać, ale nikt nie oszuka rynków, nikt nie oszuka światowej opinii publicznej budowanej na nieustannie aktualizowanych ekspertyzach, nikt nie oszuka kursu walut. I dlatego chcę jeszcze raz podkreślić, jak ważną rzeczą jest odpowiedzialna,
spokojna debata i poczucie zbiorowej odpowiedzialności za to, co w Polsce się dzieje, w tym taka debata, jak dzisiaj, pokazująca, że Polska, ta polska marka, polski znak jakości, jaki zbudowaliśmy z trudem w ostatnich dwóch latach, nie pójdzie na marne tylko dlatego, że emocje, złość, a czasami szaleństwo dotykają niektórych polityków i ich stronników.

Te państwa i te narody, które nie rozumieją, jak ważną rzeczą we współczesnym świecie jest obliczalność, stabilność polityczna, stają dzisiaj na krawędzi bankructwa. Widzieliśmy, na szczęście na ekranach telewizorów, a nie na naszych ulicach, nie w naszych domach, nie w naszych bankach, jak wygląda, jak dotkliwe jest bankructwo całego państwa i jak trudno wyjść z realnym programem odbudowy gospodarki wtedy, kiedy już jest za późno, kiedy to, co złe, już się stało. Kluczowe, tak jak przewidywaliśmy to na początku naszych rządów, okazało się słowo, a właściwie wartość, jaką jest zaufanie we współczesnej polityce. To, że Polacy mieli do siebie elementarne zaufanie w ciągu ostatnich niespełna trzech lat, było jednym z najważniejszych fundamentów tego polskiego sukcesu, względnego, bo oczywiście każdy z nas chce, żeby było lepiej, ale na tle tego, co dzieje się wokół nas, na tle tego, co dzieje się w Europie i na świecie, dzisiaj każdy z czystym sumieniem może powiedzieć, że Polska radzi sobie naprawdę nieźle.

Chcę powiedzieć, że ten polski sukces ma swój wymiar, konkretny wymiar w odniesieniu do kieszeni każdego Polaka. Jeśli spojrzymy na te państwa, które nie utrzymały wysokiej reputacji, które inaczej niż Polska wpadły w ostatnich dwóch latach w poważne tarapaty, to bez wyjątku są one dzisiaj skazane na decyzje radykalne i bardzo bolesne w odniesieniu do całych grup społecznych. Zrobiłem taki przegląd na użytek dzisiejszego naszego spotkania, naszej debaty, i muszę powiedzieć, że widać bardzo wyraźnie bezpośrednią relację, bezpośredni związek między tymi wskaźnikami, które opisują wzrost gospodarczy
i inne parametry gospodarek narodowych, a potrzebami tzw. bolesnych cięć. Chcę powiedzieć, że ten polski względny sukces będzie miał głęboki sens społeczny tylko wtedy, kiedy z tego sukcesu będą korzystać wszyscy. W tych najtrudniejszych latach wszyscy wokół zatrzymują inwestycje, w tym takie inwestycje, jak infrastruktura drogowa, zamrażają lub obniżają emerytury nawet do 30%, obniżają wynagrodzenia w całej sferze budżetowej do 20%, prawie bez wyjątku w całej Unii Europejskiej podwyższają podatki, w tym VAT, przede wszystkim podejmują decyzje, których ciężar, i to ciężar niezwykle bolesny, ponoszą miliony ludzi żyjących w tych krajach. Ten przegląd i to, że Polska była przez te dwa lata w sytuacji wyraźnie lepszej, każe nam dzisiaj powiedzieć, że my na szczęście nie musimy obarczać polskiej rodziny nadmiernym ciężarem, aby bezpiecznie przejść przez ten, mamy wszyscy nadzieję, końcowy etap kryzysu globalnego.

Satysfakcja z tego, czym szczycili się Polacy, a więc z tego jedynego w Europie wzrostu, jedynego w całej Unii Europejskiej wzrostu gospodarczego, jaki właśnie zanotowała Polska, będzie pełna w najbliższych 2–3 latach, kiedy się okaże, że ten wzrost nie służy satysfakcji polityków i ekspertów, tylko chroni polskie rodziny przed nadmiernymi cięciami czy ciężarami, jakie gdzie indziej, w każdym kraju europejskim, się zdarzają.

Chcę też podkreślić, bo przecież to nie jest pierwsza debata o sytuacji finansów publicznych czy o gospodarce w tej sali, iż to, że dzisiaj tak wiele krajów, właściwie wszystkie bez wyjątku w Unii Europejskiej, podejmuje decyzje obciążające budżety rodzinne w tych krajach, wynika między innymi z faktu, że dwa lata temu przyjęto tam fałszywe założenia. Tak to dzisiaj możemy ocenić, a Polska takiego fałszywego założenia nie przyjęła, chociaż groźba istniała, ponieważ na tej sali padały także takie podpowiedzi, których efektem byłyby dzisiaj cięcia bez porównania bardziej bolesne. Kto dzisiaj musi rezygnować z inwestycji infrastrukturalnych? Kto dzisiaj obcina ludziom emerytury i renty? Kto dzisiaj obniża wynagrodzenia w sferze budżetowej? Otóż robią to te państwa, które uznały, że najlepszym sposobem w początkowej fazie kryzysu będzie wydawanie jeszcze większej ilości pieniędzy.
Kiedy mówiliśmy tutaj, gdy na świecie i w Europie zaczynał się kryzys, że chcemy podjąć radykalne oszczędności, kiedy ponad rok temu nowelizowaliśmy budżet i różnymi manewrami udało się zaoszczędzić 20 mld zł, wówczas z kilku miejsc na tej sali padały wezwania: co wy robicie, dlaczego nie wydajecie pieniędzy, tak jak inni, dlaczego nie wyprowadzacie Polski z kryzysu, tak jak ci, którzy wydają więcej pieniędzy. Nie ulegliśmy tym namowom i dzięki temu dzisiaj Polska, inaczej niż inne kraje Unii Europejskiej, nie musi fundować obywatelom ciężarów ponad miarę. Jakie to są ciężary? Naprawdę dedykuję posłankom i posłom lekturę ostatnich decyzji podjętych od Wielkiej Brytanii, przez Hiszpanię, po Czechy, o Łotwie i Rumunii nie wspominając. Ale mówię odpowiedzialnie:
Spójrzcie na decyzje każdego innego kraju Unii Europejskiej i zobaczycie, jakie dramaty przeżywają tam ludzie dzisiaj, albo będą przeżywać za kilka miesięcy, po wejściu w życie tych decyzji.

Pamiętam też, że nie tylko posłowie opozycji, ale też wielu ekspertów, podobnie jak opozycja, nawoływało, abyśmy uciekali przed kryzysem, wydając jak najwięcej pieniędzy. Oparliśmy się tym pseudoekspertyzom i dzięki temu tam, gdzie wszyscy inni zanotowali recesję, Polska jako jedyny kraj odnotowała wzrost. Nie jest to zasługa jakiejś genialnej doktryny czy nieznanej gdzie indziej na świecie ideologii albo mądrości gospodarczej, którą posiadł tylko polski rząd. To jest raczej zasługa wszystkich Polaków, którzy wykazali umiar, powściągliwość i poszanowanie najbardziej oczywistych zasad: nie zadłużaj się ponad miarę, pożyczaj tyle, ile będziesz mógł oddać w przyszłości, kiedy masz kłopoty, nie wydawaj więcej pieniędzy, tylko mniej, a równocześnie nie zrzucaj największych ciężarów na tych, którzy mają najciężej. Tych kilka prostych zasad, niezwiązanych z żadną ideologią ani z żadną tajemną wiedzą, przyniosło ten skutek. Wyjście z kryzysu w Polsce wymaga decyzji odważnych, ale nadal umiarkowanych. Chcę powiedzieć, że stoimy dzisiaj przed bardzo prostymi dylematami, co nie znaczy łatwymi, ale prostymi do zrozumienia. Czego chcemy uniknąć i co chcemy osiągnąć?

Po pierwsze, uznaliśmy, i dlatego zaproponowaliśmy decyzje dotyczące m.in. VAT-u, a więc uznaliśmy, że nie będziemy słuchali podpowiedzi tych samych ekspertów co wówczas, czy niektórych głosów opozycji, z których to podpowiedzi wynikać ma konieczność nałożenia jakichś radykalnych ciężarów na ludzi, szczególnie tych gorzej zarabiających. To przyjęliśmy jako zasadę i od tej zasady nie będzie odwrotu tak długo, jak długo będziemy o tym decydowali. A więc przyjęliśmy zasadę, że nie będziemy nie tylko obniżali rent i emerytur, ale utrzymamy także coroczną waloryzację rent i emerytur, inaczej niż w wielu innych krajach europejskich, ponieważ uznaliśmy, że stać Polskę na to, dzięki tym dwóm latom, żeby utrzymać dalej ten przecież nie przywilej, tylko oczywiste prawo z reguły ludzi, którzy
żyją w ciężkich warunkach.

Uznaliśmy także, że ze względów cywilizacyjnych podjęliśmy decyzję o systematycznie kroczących podwyżkach płac dla nauczycieli i mimo że będziemy proponowali także cięcia i zamrożenia w różnych dziedzinach życia, to z tego zobowiązania chcemy się wywiązać nie tylko dlatego, że jakieś słowo padło także z tej mównicy i trzeba tego słowa dotrzymać,
bo jak się nie da zrealizować jakiejś obietnicy, trzeba mieć też odwagę powiedzieć, że się nie daje rady. Ale w tym przypadku to nie jest tylko zobowiązanie wobec nauczycieli, to jest także nasze gruntowne przekonanie, że przyszłość w dużym stopniu zależy od kondycji tego zawodu, przyszłość Polski. I dlatego robiąc założenia finansowe na najbliższy rok i na najbliższe lata, do 2013 r., założyliśmy także, że te kroczące podwyżki dla nauczycieli chcemy realizować. I uważam to za zaletę tego projektu, który przedstawiliśmy w planie finansowym jako rząd, zaletę, bo w pełni odpowiedzialni za finanse publiczne, za bezpieczeństwo, które opisane jest w ustawach i w konstytucji progami ostrożnościowymi, w pełni odpowiedzialni za budżet państwa, za bezpieczeństwo finansowe całego państwa mówimy dzisiaj, że utrzymanie waloryzacji rent i emerytur i wyższe pensje dla nauczycieli, że to jest ciągle możliwe i nie mamy zamiaru rezygnować z tego tylko dlatego, że kilku ekspertów uważa, że to byłby synonim dobrej reformy. Nie, zabieranie ludziom wtedy, kiedy nie trzeba zabierać, to nie jest synonim dobrej reformy, to jest ciasna doktryna ludzi, którzy lubią zrzucić na barki innych ludzi ciężary, których sami nie ponoszą, i nasz rząd na to się na pewno nie zgodzi.

Poza tym nie zgadzamy się z takim myśleniem, i udowodniliśmy to także w ostatnich dwóch latach, że jak przychodzą cięższe czasy, to największe ciężary mają ponosić najsłabsi, po to żeby najsilniejsi przeżyli. Pamiętacie też, na tej sali było dużo wrzawy, dużo krzyku, żeby dać jak najwięcej pieniędzy bankom i firmom w związku z tarapatami, w jakie wpadły, jeśli chodzi o opcje walutowe. Taki był pomysł, aby te najsilniejsze korporacje, np. koncerny samochodowe, dostawały z budżetu państwa pieniądze, a z budżetu państwa to znaczy z kieszeni podatników, i krzyk był straszny. Po to, żeby ludzie mogli utrzymać mniej więcej ten poziom życia, do jakiego się przyzwyczaili, a może minimalnie wyższy, trzeba było być odpornym na tego typu wezwania i dzisiaj będziemy także
odporni na tego typu wezwania.

Reformy dla nas mają tylko wtedy sens, kiedy zachowując elementarną odpowiedzialność za budżet, dają ludziom satysfakcję z życia, tu i teraz, a nie satysfakcję doktrynerom albo wyłącznie przyszłym generacjom. Czujemy się odpowiedzialni za ludzi, za Polaków, którzy żyją tu i teraz, a nie w dalekiej przyszłości.

Kiedy mówię o zaufaniu, to mówię dzisiaj z większą pewnością niż wtedy, kiedy używałem tego słowa tak często w exposé, ponieważ doświadczyliśmy braku zaufania od opozycji i od wielu ekspertów także wtedy, kiedy podejmowaliśmy działania antyspekulacyjne w czasie ataków spekulacyjnych na polską złotówkę. Jak pamiętacie, być może, podjęliśmy wówczas decyzje, które głośno komunikowaliśmy. Ile było wtedy wrzawy, że to zbyt ryzykowne, że nie należy tak robić. Te decyzje przyniosły natychmiastowy i trwały skutek. Dzisiaj jakoś nie znajduję dyskutantów w tej sprawie, ale wówczas, od lewa do prawa, w różnych katedrach, instytucjach finansowych krytyki było co niemiara, ale my musimy podejmować decyzje zgodne z naszym rozpoznaniem i zgodne z naszym poczuciem odpowiedzialności za ludzi, a nie za dobre samopoczucie polityków i ekspertów, i wtedy także mieliśmy rację, i ci, którzy mieli do nas zaufanie, dzisiaj cieszą się, że złotówka ustabilizowała się, jesteśmy przekonani, że ma trwałe.

To samo było, jak pamiętacie, a miało to także swój wymiar finansowy, ze słynną szczepionką przeciwko świńskiej grypie. Na tej sali mądrych było też co niemiara, ale i ekspertów, którzy mówili: trzeba koniecznie wydać 800 mln, miliard, 2 mld. No, żeby wszystkich zaszczepić, to trzeba by wydać 6 mld na szczepionki, które, dzisiaj wszyscy to wiedzą, nie były skuteczne, mogły być niebezpieczne, ale, co ciekawsze, żadnej świńskiej grypy nie było. Tylko wszystkie inne państwa bez wyjątku podjęły te decyzje, bo uległy właśnie namowom i krzykom albo opozycji, albo ekspertów. A myśmy mieli podjąć wówczas, wydawało się, bardzo ryzykowną decyzję, ale wiecie dlaczego? Bo uznaliśmy, że nie będziemy podejmowali ryzyka, którego skutki będą płacić podatnicy i pacjenci, bo to nie jest wielka sztuka podjąć ryzykowne decyzje, a skutki tych ryzykownych decyzji zrzucić na barki najsłabszych. I dlatego nie spodziewam się entuzjazmu radykalnych reformatorów i ekspertów, ale spodziewam się spokojnej, bezpiecznej przyszłości ludzi, którzy nie mają okazji wykrzyczeć swoich racji, ale codziennie muszą utrzymać się ze swojego, często
bardzo skromnego, wynagrodzenia. I dlatego zdrowy rozsądek i zimna krew powinny nam towarzyszyć także w tym planowaniu finansowym na najbliższe trzy lata. I co proponujemy?

Po pierwsze, uczciwie, wspólnie z premierem Pawlakiem– ani dla mnie, ani dla niego nie było to łatwe– w imieniu koalicji przedstawiliśmy, i to z otwartą przyłbicą, na tym koncentrując uwagę opinii publicznej, ten najbardziej drastyczny krok, jakim zawsze jest podniesienie podatków. Nikt z nas nie kuglował, nikt z nas nie udawał, że jest 565 cudownych przepisów na sytuację, żeby gdzieś chować decyzje czy propozycję podwyższenia VAT-u o 1%. Powiem więcej, o tym informowaliśmy i głównie o tym informowaliśmy opinię publiczną, ponieważ jesteśmy przekonani, że ludzi trzeba informować o tym, z czym trudniej się zmierzyć, a nie łatwiej. I dlatego na konferencji prasowej, po przyjęciu planu finansowego, nie epatowaliśmy opozycji czy opinii publicznej faktem, że administracja rządowa ma zamrożone płace trzeci rok i dalej tak będzie. I krzyk nie zmieni tego faktu, że kiedy trzeba z odwagą powiedzieć ludziom, bez entuzjazmu i nie oczekując ich entuzjazmu, że chcemy podjąć decyzje umiarkowane, ale przykre, to o tym mówimy otwarcie i mówimy zanim w Sejmie odbędzie się debata nad poszczególnymi ustawami, tak żebyście mieli także państwo czas zastanowić się nad tym, nie krzyczeć, ale poważnie zastanowić się nad tym, czy istnieją alternatywne rozwiązania i mieć odwagę zgłosić takie rozwiązania.

Chcę powiedzieć, że to, co jest dla nas kluczem, to to, że, inaczej niż nasi sąsiedzi, chcemy dalej inwestować w rozwój polskiej infrastruktury. Chociażby Czesi, którzy nie są w wyraźnie gorszej sytuacji, ale mają dużo gorsze perspektywy wzrostu, zatrzymują m.in. program budowy dróg i innej infrastruktury. My powiedzieliśmy sobie, że dziesiątki miliardów złotych, jakie musimy znaleźć, aby zaliczkowo finansować projekty europejskie i żeby mieć ten polski wkład na projekty europejskie, w tym głównie infrastrukturę drogową, że nie będziemy ograniczali ani zatrzymywali tego projektu, ale do tego potrzeba dziesiątków miliardów złotych, których nie muszą wydawać Niemcy, Holendrzy czy Hiszpanie, bo nie byli tak zapóźnieni jak my, jeśli chodzi o te rzeczy.

Więc zwracamy się do Polaków i do państwa z bardzo precyzyjną ofertą. Jeśli założymy, że będziemy powściągliwie wydawać pieniądze, dlatego proponujemy regułę wydatkową, a w następstwie regułę budżetową, gdzie wydajemy tylko tyle pieniędzy, mniej więcej tyle pieniędzy, ile zarabiamy jako państwo… Czynimy to także dlatego, aby bez żadnej
rewolucji i bez żadnych przesadnych strat dla polskiej rodziny utrzymać tempo wzrostu i utrzymać te inwestycje, na które Polacy czekają. Uważam, że to jest propozycja uczciwej umowy. Jeśli mówimy: 1% VAT-u, to po długiej rozmowie, dyskusji niełatwej w rządzie też powiedzieliśmy sobie: OK, ale ten VAT rzeczywiście nie może dotknąć w sposób jakoś
szczególnie bolesny tych najmniej zarabiających. Stąd propozycja, aby podstawowe produkty żywnościowe zostały objęte stawką niższą niż do tej pory, a nie wyższą.

Chcemy także, żeby dotkliwość tej podwyżki VAT była możliwie mało cenotwórcza. Wszyscy dobrze na tej sali wiemy, że podwyżka VAT o 1% będzie miała wpływ na ceny mniejszy niż wiele innych czynników, ale to, za co odpowiada rząd, powinno być tak skrojone, tak skonstruowane, aby nie było takiego automatycznego wzrostu cen, który byłby nie do zniesienia dla rodzin niezamożnych i najuboższych. Dlatego zakładamy, że szczególnie w tych gospodarstwach rodzinnych, gdzie ciągle wydatki na żywność ze względu na niskie zarobki stanowią tak wysoki procent, tam rzeczywiście ta skala nie powinna przekroczyć tych kilkunastu groszy dziennie, o czym już wcześniej wspominałem. Chociaż nikt z nas dzisiaj na tej sali nie wie, czy nie pojawią się inne czynniki, tak, jak w tym roku była na przykład powódź, która spowodowała, a nie żadna zmiana systemu podatkowego, że owoce, co odczuli wszyscy Polacy, były tak drastycznie droższe niż rok temu. Oczywiście na to wszyscy mamy wpływ ograniczony, ale to, na co mamy wpływ, chcemy kontrolować w taki sposób, żeby ludzie cierpieli jak najmniej.

Oczywiście też musimy zabezpieczyć państwo polskie przed skutkami takich zdarzeń, jak na przykład powódź, i nie chcemy doprowadzić do takich cięć czy takich decyzji, które by zmniejszyły wzrost, bo to wzrost gospodarczy stał się polską dźwignią, dzięki której nie musimy dzisiaj właśnie tak boleśnie ciąć.
Jesienią przedstawimy pakiet kilkudziesięciu ustaw, które będą towarzyszyły budżetowi, wśród których znajdziecie także państwo te strukturalne reformy dotyczące między innymi administracji, w tym cięć administracji, i ciągle kulejącej deregulacji.

Chcę jednak powiedzieć, że ta kluczowa dyskusja, w parlamencie także, jeśli ma być uczciwą, taką tłumaczącą wszystkim Polakom, o co tak naprawdę chodzi, to musi być dyskusja o pieniądzach. My mamy propozycję, która w naszej ocenie – chociaż jest nam przykro, że niektóre z jej elementów są bolesne – jest propozycją do zniesienia. Wiemy, i przecież tego nie ukrywamy, że głównym powodem, dla którego tę decyzję podejmujemy, jest próba znalezienia umiarkowanego, takiego środkowego traktu, który przeprowadzi Polskę bez dojścia do progów ostrożnościowych.

Chcę podkreślić, że inne zasady, jakie proponujemy, powodują, że dyscyplina finansów publicznych w Polsce wzrośnie. Chcę też powiedzieć, że na tle wielu innych krajów europejskich jest naprawdę dość wysoka, choćby dlatego, że właśnie mamy zapisane konstytucyjne progi ostrożnościowe. Także jeśli chodzi o dług, chcemy być państwem obliczalnym, odpowiedzialnym, ale nie popadajmy w przesadę. Ci, którzy mówią: obniżajmy emerytury, zabierzmy ulgi prorodzinne, podwyższmy z powrotem składkę rentową, przywróćmy trzecią stawkę podatkową w PITetc., obniżmy płace, wprowadźmy czesne…

Przecież to są projekty, to są te alternatywne rozwiązania, których my nie chcemy, ale być może ktoś je zgłosi. Proszę się nie krępować. Na razie nie słyszeliśmy takich propozycji, które zastąpiłyby to, co my proponujemy. Chcę powiedzieć, że w naszej ocenie nasze propozycje wystarczają, żeby Polskę przeprowadzić przez ten czas kryzysu, i że nie ma potrzeby, aby mocniej bić ludzi po kieszeni. Między innymi dlatego, że, chociaż jest zbyt wysoki deficyt – i chcemy z tym walczyć, właśnie wprowadzając regułę wydatkową – i zbyt wysoki, jak na nasze oczekiwania, stosunek długu publicznego do PKB, na tle także najbardziej rozwiniętych państw europejskich nie jest jakoś dramatycznie negatywny.

Podjęliśmy także ofensywę w Unii Europejskiej, aby zmienić ten niesprawiedliwy dla Polski sposób naliczania wpłat do OFE, który u nas obciąża dług i powoduje, że ta relacja długu publicznego do PKB jest wyższa, niż powinna być, w porównaniu do większości innych państw Unii Europejskiej.

Chcę powiedzieć, że jeśli przyjmiemy ten pakiet, o którym mówię, mimo pokrzykiwań z dwóch stron, gdy jedna strona mówi: zbyt bolesne, ale nie proponuje żadnych innych rozwiązań, żeby Polska bezpiecznie przepłynęła przez to wzburzone morze
Kryzysu i ten drugi krzyk, z drugiej strony: za mało bolesne, dać ludziom po kościach, żeby odczuli, co znaczy kryzys...

Odrzucamy te dwie wersje, bo jedna pogrąży Polskę, jeśli chodzi o stabilność finansową państwa, a druga pogrąży setki tysięcy gospodarstw rodzinnych, które nie zniosą zbyt radykalnych kroków wymierzonych w ich budżety. Proponujemy więc drogę, która w moim przekonaniu nie spodoba się opozycji, bo ta, tak, jak dwa lata temu i rok temu, jest przekonana, że można wydawać bez końca i zadłużać państwo bez końca i na pewno nie zyskamy przychylności ani entuzjazmu tych ekspertów, którzy na cudzy koszt chcą przeprowadzać swoje eksperymenty. Jestem jednak przekonany, że przyjmujemy drogę, która, nie budząc entuzjazmu ludzi, bo jak jest kryzys, trudno o radość, ale zostanie przyjęta z elementarnym zaufaniem, bo jest drogą bezpieczną, jest drogą zdroworozsądkową, jest drogą nie ideologów, nie eksperymentatorów, nieradykałów, nie wariatów, jest drogą ludzi, którzy czują się odpowiedzialni za obywateli, a nie za własne ideologie czy własne resentymenty. Taką drogą chcemy iść i liczymy na zrozumienie także w tej Wysokiej Izbie.

Jeśli tu jestem niepoprawnym optymistą, to trudno, ale generalnie optymizm przez te trudne lata kryzysu Polakom się przyda i takiego elementarnego optymizmu życzę także tym, którzy z nieustannego kwękania zrobili zasadę swojego funkcjonowania w polityce. Polacy dzisiaj potrzebują ludzi, którzy wierzą we własne siły, mają pomysły i nie przygotowują ludziom ciężarów ponad miarę.

Taką propozycję składamy. Dziękuję. 
Dodaj komentarz
load