A A A

Powiedzcie wreszcie Polakom całą prawdę o finansach publicznych

4.08.2010
Wystąpienie poseł Beaty Szydło podczas udzielania na forum Sejmu informacji o stanie finansów państwa przez Prezesa Rady Ministrów: 
 Pani Marszałek! Wysoka Izbo!

29 maja 2009 r. na Giełdzie Papierów Wartościowych premier Tusk na tle takiej mapy mówił o tym, że Polska odniosła sukces gospodarczy, że jest zieloną wyspą.

Jak państwo widzicie, na tej mapie są dwie zielone wyspy: Grecja i Polska. Grecja zbankrutowała. Jak jest w Polsce – nie wiemy. Mieliśmy się dowiedzieć dzisiaj, ale nie udzielono żadnych konkretnych informacji, padają tylko słowa, słowa, słowa, a czynów nie widać.

Co mają dzisiaj powiedzieć Polacy, którzy muszą martwić się o to, jak przeżyć do pierwszego, jak zabezpieczyć funkcjonowanie swoich firm i czy wystarczy im na zakup podręczników dla dzieci, które 1 września pójdą do szkoły? Prawo i Sprawiedliwość, w przeciwieństwie do pana premiera Tuska, który z tej mównicy przed chwilą mówił, że interesuje go los Polaków, którzy w tej chwili żyją w Polsce, czuje się odpowiedzialne za tych Polaków, którzy w tej chwili muszą się borykać z codziennymi problemami, ale też za przyszłe pokolenia, bo to właśnie przyszłe pokolenia będą spłacały długi, które teraz wskutek waszej nieodpowiedzialnej polityki są zaciągane.

Dokładnie przeczytaliśmy ustawę o finansach publicznych i faktycznie jest tam zapis mówiący o tym, że do 31 lipca miał być przedstawiony Wysokiej Izbie wieloletni plan finansów publicznych. To państwo sami wpisaliście tę datę do ustawy. 31 lipca minął w sobotę. W piątek pojawiły się jedynie zapowiedzi planu. Do dzisiaj zresztą nie funkcjonuje on w formie dokumentu, lecz są tylko komunikaty.

Kilka dni temu premier Tusk stwierdził, że decydując się na podwyżkę VAT, wybrał trzecią drogę. Tak naprawdę powiedział nam 1/3 prawdy. Niepokojąca sytuacja finansów publicznych jest nie tylko wynikiem spowolnienia gospodarki, lecz także błędów obecnej ekipy, przerwania reform rozpoczętych przez rząd Jarosława Kaczyńskiego i zaniechań.

Kiedyś minister Jerzy Urban mówił, że rząd się sam wyżywi. Dzisiaj usłyszeliśmy, że tylko rząd ma monopol na mądrość, bo nie chce słuchać opozycji – to właściwie może nie dziwić – ale nie chce też słuchać ekspertów, chociaż wszyscy oni jednym głosem mówią, że proponowane dzisiaj zmiany podatków to nie jest wyjście z sytuacji ani uzdrowienie finansów publicznych w Polsce. Błędy to demonstrowana od początku niechęć do obowiązku wobec dobra wspólnego, jakim jest nasze państwo, wzywanie do rokoszu podatkowego. To przecież Donald Tusk wzywał do niepłacenia abonamentu radiowo-telewizyjnego, to minister Graś ukrywał bezpłatne użyczenie domu warte minimum 5 tys. zł miesięcznie przed fiskusem, to posłowie klubu Platformy Obywatelskiej forsowali przepisy korzystne dla bardzo dochodowej branży hazardowej.

Taka postawa jest demonstracją, to anarchizowanie życia publicznego, niszczenie postaw obywatelskich. Nie ma się czemu dziwić, że w tej chwili brakuje pieniędzy. Błędy to np. komentowany przez prof. Krzysztofa Rybińskiego wzrost liczby etatów w administracji publicznej, bez jednoczesnej poprawy standardów jej pracy, bez wprowadzenia nowoczesnych, motywacyjnych systemów wynagradzania. Dziś rząd podwyższa podatki, aby móc ponosić koszty tych etatów. Zaniechania to chociażby rezygnacja z kilku kluczowych projektów informatycznych, np. wspomagającego tworzenie budżetu zadaniowego.

Platforma Obywatelska nie wymyśli żadnej reformy, ale mogłaby chociaż kontynuować nasze działania zapisane w planie informatyzacji państwa z 2007 r. Ekipa, której modernizacja nie schodzi z ust, zaniechała korzystania z nowoczesnych narzędzi zapewniających dochody budżetowi. Brak jest również jakiegokolwiek kompleksowego reformowania finansów publicznych. Zamiast prawdy o stanie budżetu, otrzymujemy kolejne retoryczne przedstawienie.

Rok temu rząd wstrzymał nowelizację budżetu do wyborów europejskich. W tym roku po wyborach prezydenckich podwyższa podatki. Kupujecie sobie, państwo, czas do każdych kolejnych wyborów za pieniądze Polaków.

Dzisiaj więc, domagając się całej prawdy o finansach publicznych, pytamy:
Jaki będzie wzrost, jeżeli zmniejszy się konsumpcja?
O jaką kwotę wzrosło zadłużenie kraju od listopada 2007 r. do końca lipca 2010 r.?
Kiedy przekroczony zostanie próg 50% relacji zadłużenia do PKB?
O ile etatów w tym samym okresie wzrosło zatrudnienie w administracji rządowej?
Jaki jest roczny koszt tych etatów?
Dlaczego wybrano wariant podwyżki podatków najbardziej dotkliwy dla osób o średnich dochodach?
Czy rząd obliczył, o ile wzrośnie obciążenie podatkowe czteroosobowej rodziny, w której rodzice zarabiają średnie krajowe, czyli ok. 2,5 tys. zł?
Czy rząd jest świadom tego, że sprzedaż akcji PKO BP i PZU wystawi te firmy na ryzyko wrogiego przejęcia?
Czy jest to celowe działanie rządu pod presją osób wrogich własności publicznej, czy tylko nieznajomość procesów zachodzących na rynku kapitałowym?
Co to znaczy czasowe podniesienie VAT-u?
Czy to oznacza, że w 2012 r. stawka będzie 25%?
Czy przez zaniechanie reform rząd świadomie prowokuje stan zapaści finansów, aby znaleźć pretekst do sprzedaży najcenniejszych firm państwowych?
Dlaczego odrzucono projekt informatycznej konsolidacji urzędów celnych i skarbowych zaproponowany przez rząd Prawa i Sprawiedliwości?
Jaki jest scenariusz dla Polski w roku przyszłym i w latach następnych?
Czy prawdą jest, że koszt gabinetów politycznych w ubiegłym roku to ok. 9 mln zł?
Jak w ciągu trzech miesięcy chcecie państwo nadrobić stracone trzy lata?

Jesienią ma się pojawić w Sejmie, co wynika z dzisiejszych zapowiedzi, kilkadziesiąt ustaw. Przecież to jest niemożliwe i chyba nikt obecny na tej sali po prostu w to nie wierzy. Czy to nie Michał Boni, panie ministrze, zastanawiał się nad tym, czy nie trzeba podnieść progów podatkowych i składki rentowej? A więc to nie skądinąd, tylko z waszego rządu płyną takie komunikaty. Są to komunikaty niestety sprzeczne i robi się to chyba po to, żeby tak naprawdę nie powiedzieć, jak jest w rzeczywistości.

Czy prawdą jest, że w 2009 r. relacja podatków do PKB wzrosła w Polsce do 44,5% i była najwyższa po 1989 r.? To nie Keynes rządzi w tej chwili w Polsce, ale pan premier Donald Tusk, a ministrem finansów jest minister Rostowski i to panowie wraz z Platformą Obywatelską bierzecie pełną odpowiedzialność za życie Polaków i za Polskę. Czas najwyższy, żebyście państwo to zrozumieli i przestali mówić o rzeczach bez pokrycia, żebyście w trakcie takich dyskusji jak dzisiejsza przedstawiali konkretne dane, konkretne informacje, a nie snuli gawędy polityczne.

Z przedstawionej informacji wynika jedynie to, że od 1 stycznia każda przeciętna rodzina wyda w roku kilkaset złotych więcej, nawet licząc kilkanaście groszy dziennie na osobę. Dla pięcioosobowej rodziny w skali miesiąca jest to ok. 50 zł, w skali roku jest to 600 zł. To są trzy komplety podręczników dla dzieci w szkole podstawowej lub opłacane przez trzy miesiące rachunki za energię. Trzeba mieć jednak świadomość tego, że ceny energii też pójdą w górę i wtedy wszystko zdrożeje, również żywność.

Prosimy więc o to, żeby nie zaciemniać rzeczywistości i nie opowiadać rzeczy, które nie są prawdziwe. Powiedzcie wreszcie Polakom całą prawdę o finansach publicznych.
Dodaj komentarz
2010-08-15 09:25:53
~BP
Chcę się w końcu dowiedzieć, jakie to reformy zmierzające do obniżenia deficytu zapoczątkował rząd PiS!?
load