A
A
A
16.09.2010
Od „symbolu” do „kwestii”
Po raz kolejny, kiedy o krzyżu na Krakowskim Przedmieściu powiedziano już niemal wszystko, starannie opisano jego historię, zinterpretowano znaczenie, zacytowano opinie przedstawicieli sceny politycznej różnych opcji i społeczeństwa, kiedy emocje zaczęły ustępować pod Pałacem Prezydenckim dochodzi do sytuacji, która na nowo zwraca uwagę opinii publicznej na krzyż.
A przecież stał on tam, pod pomnikiem księcia Józefa Poniatowskiego przez ostatnie pięć miesięcy. Postawiony przez harcerzy 15 kwietnia był świadkiem narodowej żałoby Polaków. W powodzi kwiatów i zniczy tylko on i spuszczone flagi na masztach przed Pałacem Prezydenckim symbolizowały Ofiary Smoleńskiej Katastrofy.
Rozpoczęła się dyskusja o tym, gdzie powinien stać krzyż, później krzyż z „symbolu” stał się „problemem”, „kwestią”, „zakładnikiem”, co obudziło w społeczeństwie skrajnie różne, ale niezmiennie żywe emocje. Najpierw szukano osób odpowiedzialnych, później decyzyjnych, ale podejmowane działania, poza szumnymi zapowiedziami i spontanicznym odzewem nie przynosiły „rozwiązania tej całej sytuacji”. Zaczęto nawet wskazywać „politycznych rozgrywających”, „manipulatorów”. Gdzieś w zalewie tej retoryki zniknęły racje tych, którzy na Krakowskim Przedmieściu czuwali przez długie noce po 10 kwietnia.
Pozostał „problem”. Osoby odpowiedzialne za kraj: Prezydent, Premier, Rząd podejmowali różne decyzje w kwestiach istotnych dla Polaków. Jednak w sprawie krzyża na Krakowskim Przedmieściu, najpierw podjęto decyzję, później ją wykonano i już post factum ogłoszono jej przyczyny.
Krzyż został rano przeniesiony do kaplicy Pałacu Prezydenckiego. Następnie odbyła się konferencja prasowa szefa Kancelarii Prezydenta Jacka Michałowskiego. Powiedział on:
-Trwanie dotychczasowego stanu rzeczy godziło w autorytet państwa i kościoła i raniło uczucia religijne bardzo wielu Polaków. Podkreślił również, że jest to rozwiązanie „kwestii krzyża” jest spełnieniem oczekiwań zdecydowanej większości społeczeństw. Nie powiedział jednak, dlaczego dopuszczono, aby „sytuacje pod krzyżem” trwały tak długo.
Po pewnym czasie wystąpił również Prezydent Bronisław Komorowski. Powtórzył on argumenty szefa swej kancelarii stwierdzając, że „przedłużanie dotychczasowego stanu rzeczy groziłoby daleko idącymi stratami dla autorytetu Państwa, dla autorytetu Kościoła, a także pogłębieniem dyskomfortu zdecydowanej większości ludzi wierzących w Polsce, którzy obserwowali z niepokojem grę polityczną toczoną wokół krzyża oraz zachowania, które uwłaczają jego godności”.
Gorzką konkluzją sytuacji, która miała miejsce rano 16 września na Krakowskim Przedmieściu jest stwierdzenie, że najlepsze są najprostsze rozwiązania.
- Można odnieść wrażenie, że chyłkiem próbuje się rozwiązać problem, który został wywołany przez prezydenta Komorowskiego nieopatrznymi słowami. Potem zupełnie bezradnie był tolerowany zarówno przez rząd, jak i Kancelarię Prezydenta i pana Prezydenta- uważa poseł Beata Szydło.
Czy faktycznie sytuacja dojrzała już do tego, by Prezydent w końcu mógł podjąć stanowczą decyzję?
- Moim zdaniem, sposób w jaki krzyż został zabrany spowoduje narastanie emocji. To co mogło być wyciszone i to co mogło być rozwiązane w sposób polubowny zostało zniszczone. Zabrakło wrażliwości i przewidywalności. Obawiam się, ze może chodzić o to, by dyskusja w kraju potoczyła się w zupełnie innym kierunku niż kwestie budżetu państwa, służby zdrowia czy podwyżki podatku VAT.
W przyszłym tygodniu odbędzie się posiedzenie Sejmu. Czy główne tematy porządku obrad będą cieszyć się podobnym, zainteresowaniem społeczeństwa?
Rozpoczęła się dyskusja o tym, gdzie powinien stać krzyż, później krzyż z „symbolu” stał się „problemem”, „kwestią”, „zakładnikiem”, co obudziło w społeczeństwie skrajnie różne, ale niezmiennie żywe emocje. Najpierw szukano osób odpowiedzialnych, później decyzyjnych, ale podejmowane działania, poza szumnymi zapowiedziami i spontanicznym odzewem nie przynosiły „rozwiązania tej całej sytuacji”. Zaczęto nawet wskazywać „politycznych rozgrywających”, „manipulatorów”. Gdzieś w zalewie tej retoryki zniknęły racje tych, którzy na Krakowskim Przedmieściu czuwali przez długie noce po 10 kwietnia.
Pozostał „problem”. Osoby odpowiedzialne za kraj: Prezydent, Premier, Rząd podejmowali różne decyzje w kwestiach istotnych dla Polaków. Jednak w sprawie krzyża na Krakowskim Przedmieściu, najpierw podjęto decyzję, później ją wykonano i już post factum ogłoszono jej przyczyny.
Krzyż został rano przeniesiony do kaplicy Pałacu Prezydenckiego. Następnie odbyła się konferencja prasowa szefa Kancelarii Prezydenta Jacka Michałowskiego. Powiedział on:
-Trwanie dotychczasowego stanu rzeczy godziło w autorytet państwa i kościoła i raniło uczucia religijne bardzo wielu Polaków. Podkreślił również, że jest to rozwiązanie „kwestii krzyża” jest spełnieniem oczekiwań zdecydowanej większości społeczeństw. Nie powiedział jednak, dlaczego dopuszczono, aby „sytuacje pod krzyżem” trwały tak długo.
Po pewnym czasie wystąpił również Prezydent Bronisław Komorowski. Powtórzył on argumenty szefa swej kancelarii stwierdzając, że „przedłużanie dotychczasowego stanu rzeczy groziłoby daleko idącymi stratami dla autorytetu Państwa, dla autorytetu Kościoła, a także pogłębieniem dyskomfortu zdecydowanej większości ludzi wierzących w Polsce, którzy obserwowali z niepokojem grę polityczną toczoną wokół krzyża oraz zachowania, które uwłaczają jego godności”.
Gorzką konkluzją sytuacji, która miała miejsce rano 16 września na Krakowskim Przedmieściu jest stwierdzenie, że najlepsze są najprostsze rozwiązania.
- Można odnieść wrażenie, że chyłkiem próbuje się rozwiązać problem, który został wywołany przez prezydenta Komorowskiego nieopatrznymi słowami. Potem zupełnie bezradnie był tolerowany zarówno przez rząd, jak i Kancelarię Prezydenta i pana Prezydenta- uważa poseł Beata Szydło.
Czy faktycznie sytuacja dojrzała już do tego, by Prezydent w końcu mógł podjąć stanowczą decyzję?
- Moim zdaniem, sposób w jaki krzyż został zabrany spowoduje narastanie emocji. To co mogło być wyciszone i to co mogło być rozwiązane w sposób polubowny zostało zniszczone. Zabrakło wrażliwości i przewidywalności. Obawiam się, ze może chodzić o to, by dyskusja w kraju potoczyła się w zupełnie innym kierunku niż kwestie budżetu państwa, służby zdrowia czy podwyżki podatku VAT.
W przyszłym tygodniu odbędzie się posiedzenie Sejmu. Czy główne tematy porządku obrad będą cieszyć się podobnym, zainteresowaniem społeczeństwa?
Zobacz również
