Strona główna
/ Aktualności
/ Rok 2011
/ Lipiec
/ Można więc odnieść wrażenie, że mamy sukces i że rząd zrealizował rzecz prawie niewykonalną
A
A
A
Można więc odnieść wrażenie, że mamy sukces i że rząd zrealizował rzecz prawie niewykonalną
Można więc odnieść wrażenie, że mamy sukces i że rząd zrealizował rzecz prawie niewykonalną, czyli zmniejszył deficyt, ale – jak to zwykle w życiu bywa – pozory mylą i warto przeanalizować dokładnie sprawozdanie budżetowe.
Wystąpienie poseł Beaty Szydło w imieniu Klubu Parlamentarnego Prawo i Sprawiedliwość w odniesieniu do sprawozdania z wykonania budżetu państwa za 2010 r.
Wystąpienie poseł Beaty Szydło w imieniu Klubu Parlamentarnego Prawo i Sprawiedliwość w odniesieniu do sprawozdania z wykonania budżetu państwa za 2010 r.
Pani Marszałek! Szanowni Państwo!
Pani poseł Skowrońska tak gorliwie przekonywała nas wszystkich, że jest świetnie, i chyba też wyręczyła pana ministra Rostowskiego, iż zaczynam się zastanawiać, co jest nie tak z tym budżetem. Postaram się mówić o teraźniejszości. Nie będę wracała do przeszłości, (…). Jeżeli będą konieczne przykłady, to powołam się na nie, ale postaram się skoncentrować na tym, co działo się w roku 2010.
Sięgnę pamięcią najwyżej 3 lata wstecz, do momentu, kiedy obecna koalicja rozpoczęła rządy.
Proszę państwa, czytając 6 tomów sprawozdania z wykonania budżetu państwa za rok 2010, można mieć wrażenie, że wszystko jest w porządku, bo oczywiście rachunkowo się zgadza. Przeciętny czytelnik, jeżeli w ogóle przebrnie przez te tomiszcza i nie ulegnie znużeniu, pewnie będzie miał po ich przeczytaniu raczej poczucie zagubienia i pewnego chaosu informacyjnego niż rzetelną wiedzę o tym, w jaki sposób były wydawane w roku 2010 pieniądze publiczne. To wynika z tego, o czym piszą wszyscy eksperci, którzy przygotowali analizy dla Komisji Finansów Publicznych na temat sprawozdania, że mimo iż w ustawie o finansach publicznych jednym z zasadniczych i nadrzędnych celów jest przejrzystość finansów publicznych, to konia z rzędem temu, kto na podstawie tych sprawozdań byłby w stanie cokolwiek wywnioskować.
Teoretycznie wszystko się zgadza. Z formalnego punktu widzenia budżet został wykonany. Dochody budżetu osiągnęły wysokość 250 mld zł, co oznacza, że wykonanie było prawie na poziomie 100%. Oczywiście po zmianach, bo w trakcie roku następowały określone zmiany, wydatki budżetu państwa zostały zrealizowane na poziomie 97,9% wartości przyjętej w ustawie budżetowej po dokonaniu zmian. Deficyt budżetu wyniósł niecałe 44,6 mld zł, co przy przyjętej w ustawie budżetowej wysokości deficytu oznacza realizację na poziomie 85,4%. Czytając wprost, można by powiedzieć: oto mamy sukces i finansowanie w wysokości 55 mld zł wobec założonego w ustawie budżetowej w wysokości 66,6 mld zł, co oznacza wykonanie na poziomie 82,5%. Można więc odnieść wrażenie, że mamy sukces i że rząd zrealizował rzecz prawie niewykonalną, czyli zmniejszył deficyt, ale – jak to zwykle w życiu bywa – pozory mylą i warto przeanalizować dokładnie sprawozdanie budżetowe.
Jeżeli odrzucimy tę oficjalną propagandę sukcesu i skupimy się na liczbach, ale w szerszej perspektywie, zarówno odnosząc się do początków rządu koalicji Platformy Obywatelskiej i PSL, jak i wybiegając w przyszłość, co jest istotne w tym przypadku, kiedy na szczęście obecna koalicja nie będzie już miała możliwości uprawiania powszechnej polityki szczęśliwości poprzez miraż o zielonej wyspie, to sytuacja jest zgoła inna, niż próbujecie państwo w tej chwili przedstawiać. To tak jak w starej piosence: bilans musi wyjść na zero, i w pewnym sensie ten bilans i to zero w tej chwili wychodzi. Na papierze wszystko się zgadza, progi ostrożnościowe nie zostały przekroczone, budżet się bilansuje, a wy, Polacy, jak można słyszeć ze strony rządzących, cieszcie się z tego, że może nie jest najlepiej, ale mogłoby być jeszcze gorzej.
Ta minimalistyczna filozofia jest suflowana Polakom przez obecną koalicję od 4 lat i zaczyna się nad tym roztaczać spokój, twierdząc, że jest po prostu trudna sytuacja, a zatem warto powiedzieć o tym, jak jest rzeczywiście. Co z tego, że wzrasta dług, że rośnie deficyt, że rośnie inflacja, że wzrasta liczba absolwentów bezskutecznie poszukujących pracy w kraju? To à propos bezrobocia i tworzenia miejsc pracy. W tym kontekście pojawia się pytanie, dlaczego w tej chwili jest nas, Polaków żyjących w kraju, około milion mniej, jak podają ostatnie dane. Mamy też spadki mocy nabywczej dochodów, zarówno zarobków, jak i emerytur, środków przeznaczanych na inwestycje.
Poprzednio była już tutaj mowa na temat świetnie realizowanych inwestycji, tylko przypomnę państwu, że te inwestycje w ubiegłorocznym budżecie zostały zaplanowane w wysokości 16 mld zł, czyli było to ponad 2-krotnie mniej niż wynosił ostatecznie deficyt. Były zaplanowane na poziomie prawie 3-krotnie niższym niż planowany deficyt, a zostały wykonane jeszcze w mniejszym stopniu, bo było to tylko 15 mld zł. Czy kraj, który aspiruje do tego, żeby być rzeczywiście znaczącym gospodarczo krajem w Unii Europejskiej i w Europie, powinien się szczycić tym, że przeznacza na inwestycje zaledwie 15 mld?
Ważny jest przede wszystkim jeden wzrost, czyli wzrost samozadowolenia koalicji rządzącej i rządu, który konsekwentnie żegluje na wyspy szczęśliwe, chociaż widać już jasno, że coraz bardziej zbacza z kursu i nikt w Europie jakoś nie chce skorzystać z tych naszych genialnych pomysłów na rozwiązywanie problemów dotyczących kryzysu.
Jeśli chodzi o deficyt budżetu państwa, to wzrósł on z 23,8 mld w 2009 r. do 44,6 mld, ale do tego trzeba dodać – żeby być rzetelnym w rachunkach – jeszcze 10 mld deficytu budżetu środków europejskich. Jak sobie przypominamy, w 2009 r. w ustawie budżetowej nie było wyodrębnionych środków europejskich, było to liczone razem, czyli łącznie oznacza to wzrost deficytu o 131%. Liczenie deficytu sektora finansów publicznych zgodnie z metodologią europejską – nie widzę powodu, żeby jej nie stosować, ponieważ jesteśmy członkiem Unii Europejskiej i Unia tego od nas wymaga – oznacza rzeczywiste pokazanie deficytu, ponieważ pokazujemy również deficyt tych środków, które oficjalnie nie są w tej chwili księgowane jako zwiększające deficyt budżetowy, ale są to pieniądze wypychane poza budżet i ktoś kiedyś będzie musiał je zwrócić. W związku z tym ten deficyt liczony właśnie tą metodą wynosił 111,2 mld, co odpowiadało 7,9% PKB. Przypomnę jednocześnie, że zgodnie z decyzją władz Unii Europejskiej to właśnie ten deficyt Polska musi obniżyć w 2012 r. do poziomu poniżej 3%.
W 2010 r. deficyt sektora liczony zgodnie z tą metodologią wzrósł w porównaniu do 2009 r. o 12,6%, a jego relacja do PKB zwiększyła się z 7,3% do 7,9%. W ten sposób Polska znalazła się wśród jednych z nielicznych krajów w Unii Europejskiej, w których nastąpiło pogorszenie sytuacji finansów publicznych. W większości krajów nastąpiła poprawa, nawet Grecja – co ciekawe – obniżyła poziom deficytu z 15,4% PKB w roku 2009 do 10,5% w 2010 r. Oczywiście były też kraje, takie jak Wielka Brytania, które miały wyższy deficyt niż Polska, natomiast trzeba wziąć pod uwagę, że sytuacja społeczno-gospodarcza w tych krajach jest zgoła odmienna od naszej. Warto porównywać się np. do sąsiadów i wziąć pod uwagę wskaźniki dotyczące Niemiec, gdzie było to 3,3%, ale też nowych krajów Unii Europejskiej, czyli Węgier – 4,2%, a także Czech – 4,7%.
Przy omawianiu deficytu trzeba również pamiętać, że nie wliczono do wydatków budżetu państwa refundacji Funduszowi Ubezpieczeń Społecznych ubytku składek w części odprowadzonej do OFE. W 2010 r. było to 22,5 mld zł. Refundacja ta, łącznie z deficytem budżetu państwa i deficytem budżetu środków europejskich, jest finansowana głównie z emisji skarbowych papierów wartościowych. Po drugie, sztucznie zaniżono dotacje dla FUS, udzielając w zamian niskooprocentowanej pożyczki ze środków budżetowych w wysokości 5,4 mld zł. Ta pożyczka ma być spłacona, wyznaczono nawet datę jej spłaty. Jak dowiadujemy się z omówienia do sprawozdania, jest to 23 kwietnia 2012 r. Biorąc pod uwagę strukturalne zadłużenie Funduszu Ubezpieczeń Społecznych, trudno sobie wyobrazić, że do tej spłaty dojdzie. Prawdopodobnie może dojść do tego, co już wielokrotnie było stosowane w przypadku budżetu, czyli do umorzenia tej pożyczki. Po uwzględnieniu tych przesłanek deficyt budżetu państwa, łącznie z deficytem środków europejskich, wynosiłby 82,7 mld zł, co odpowiada 5,85% PKB.
Założenia makroekonomiczne, na podstawie których był przygotowany projekt budżetu w roku ubiegłym, daleko odbiegały od tego, z czym potem mieliśmy do czynienia podczas jego realizacji. Teraz można powiedzieć, że te założenia, na podstawie których przygotowywano budżet, tak jak słyszeliśmy, były ostrożne i miało to oczywiście zabezpieczyć wykonanie budżetu przed perturbacjami. Myślę, że tak naprawdę chodziło też o to, żeby przy takich założeniach makroekonomicznych można było potem, przy poprawie pewnych wskaźników, powiedzieć, że mamy sukces i chodziło głównie o to, żeby zmniejszać deficyt.
Poza pogorszeniem sytuacji budżetowej w porównaniu z rokiem 2009 do wykonania budżetu za rok 2010 można mieć wiele zastrzeżeń. Wielokrotnie była mowa o tym, że dochody były realizowane na przyzwoitym poziomie, że była dobra sytuacja ekonomiczna. Niestety, przy tej dobrej sytuacji ekonomicznej i gospodarczej, o której państwo mówiliście, wskaźniki powinny być dużo wyższe.
Kolejna kwestia – dochody. Jeżeli chodzi o dochody, proszę państwa, to tutaj warto odnieść się przede wszystkim do tych związanych z podatkiem CIT. Powołam się na opinie, które były tutaj wcześniej cytowane. Warto przytoczyć takie zdanie: Na dochody budżetu korzystnie wpłynęła także wyższa niż zakładano inflacja. Prognozowana roczna inflacja przyjęta do ustawy budżetowej wynosiła 1%, a rzeczywista – 2,6%. To jest cytat z opinii pana profesora Wernika. Przepraszam, z opinii pana profesora Owsiaka. Rzeczywiście można powiedzieć, że ta inflacja okazała się w tym momencie dla dochodów budżetowych być może korzystna, ale pozostaje pytanie, w jaki sposób odbiła się ona na życiu przeciętnego Polaka. Jeżeli chcemy stymulować dochody budżetowe i powodować ich wzrost poprzez inflację, to wydaje mi się, że nie ma się specjalnie czym szczycić.
O niskich wydatkach inwestycyjnych była już tutaj mowa, więc nie będę do tego wracać, tym bardziej że mój kolega, pan Henryk Kowalczyk, będzie jeszcze mówił na ten temat.
Wreszcie przechodzimy do długu publicznego. Jeżeli chodzi o dług publiczny, to sytuacja też nie jest najkorzystniejsza. Mamy wzrost długu publicznego i warto o tym długu mówić właśnie w kontekście tych wszystkich czterech lat rządów Platformy Obywatelskiej i Polskiego Stronnictwa Ludowego. Jeżeli chodzi o dług publiczny, to niepokój budzi jedna rzecz, to znaczy określenie, jaka jest rzeczywiście jego wielkość w tej chwili, ponieważ rząd stosuje przez cały okres, przez te 4 lata zabieg kreatywnej księgowości i wypychania długu poza budżet. I tak powstaje merytoryczne pytanie, czy np. dług Krajowego Funduszu Drogowego nie będzie spłacany, czy to nie jest zobowiązanie budżetu państwa. Czy skoro temu funduszowi została udzielona pożyczka z budżetu państwa w wysokości 8 mld zł, to czy to nie wpływa to na dług publiczny? A zwiększenie funduszy własnych Banku Gospodarstwa Krajowego w wysokości 2 mld środkami budżetu państwa? Tego typu zabiegi księgowe, jak już wcześniej powiedziałam, powodują, że bilans wychodzi na zero. Tylko że rzeczywistość, niestety, pozostaje zupełnie inna.
Co to oznacza dla przeciętnego Kowalskiego? Bo my możemy oczywiście mówić o stronie rachunkowej, sprawozdanie z wykonania budżetu ma to do siebie – i tak jest określane w ustawach – że koncentrujemy się przede wszystkim na zestawieniach księgowych, rachunkowych, które są przygotowywane przez ministerstwo, ale warto zawsze przy okazji takiego sprawozdania wziąć pod uwagę ten szerszy kontekst. Bo przecież nie jest tak, że budżet jest zawieszony w próżni. On dotyczy każdego obywatela tego kraju i tego, czy rzeczywiście jest pomysł na strategię rozwoju gospodarczego.
Co ta trudna sytuacja polskiego budżetu oznacza dla przeciętnego Kowalskiego? Myślę, że czas zdjąć wreszcie różowe okulary i zacząć mówić konkretnie o tym, że są problemy, które trzeba rozwiązać, i mieć ambitny plan, jak to zrobić, a nie odwoływać się do przyszłości czy mówić, że wszystko jest w porządku i mamy się cieszyć, bo mogłoby być jeszcze gorzej. Więc dla przeciętnego obywatela oznacza to mniej więcej tyle, że w następnych latach trzeba będzie spłacać coraz więcej długów. W rachunkach wszystko się zgodzi, ponieważ na razie kreatywna księgowość przynosi efekty, ale jest to zaklinanie rzeczywistości, a już wkrótce okaże się, że jest zgoła inaczej. Przeciętny Kowalski, płacąc co miesiąc rachunki, nie może stosować kreatywnej księgowości. Żyjąc w realnej rzeczywistości, musi płacić – tak jak zarabia – rzeczywiste pieniądze. I musi płacić co miesiąc, bo nie ma żadnych cudownych funduszy, do których mógłby sobie poupychać swoje zobowiązania na późniejszy czas. Poza tym sądzę, że nie zrobiłby tego swoim dzieciom, aby obarczać je odpowiedzialnością za lata swojej beztroski.
Po lekturze sprawozdania z wykonania budżetu trzeba powiedzieć, że niestety, pacjent nie rokuje, bo mimo że znano diagnozę, to nie wdrożono odpowiedniego leczenia, a stosowanie, nawet w nadmiarze, pudru, żeby poprawić wygląd pacjenta, jest złym sposobem.
W związku z tym Prawo i Sprawiedliwość bierze pod uwagę te wszystkie aspekty i fakt, że to sprawozdanie, jak już wcześniej powiedziałam, może się zgodzić na papierze. Tylko co z tego? Pytaliśmy o wiele rzeczy, dyskutowaliśmy na posiedzeniach Komisji Finansów Publicznych. W związku z tym składamy wniosek o odrzucenie tego sprawozdania, nie będziemy go popierać.
Na koniec chcę powiedzieć, że Polacy mają prawo do realizowania własnych ambicji i mogą oczekiwać czegoś więcej niż tylko pouczania, żeby byli cicho, ponieważ jest nie najgorzej, może być jeszcze gorzej i mają się cieszyć, że nie jest tak, jak być może w innych krajach. Pytanie, dlaczego, i czy Polski nie stać na to, aby było jeszcze lepiej, jeszcze ambitniej i przede wszystkim żeby perspektywa na przyszłe lata dla naszego kraju była lepsza. Niestety, obecny rząd i koalicja rządowa czerpią samozadowolenie jedynie z tego, że są u władzy. Dziękuję bardzo.
Pani poseł Skowrońska tak gorliwie przekonywała nas wszystkich, że jest świetnie, i chyba też wyręczyła pana ministra Rostowskiego, iż zaczynam się zastanawiać, co jest nie tak z tym budżetem. Postaram się mówić o teraźniejszości. Nie będę wracała do przeszłości, (…). Jeżeli będą konieczne przykłady, to powołam się na nie, ale postaram się skoncentrować na tym, co działo się w roku 2010.
Sięgnę pamięcią najwyżej 3 lata wstecz, do momentu, kiedy obecna koalicja rozpoczęła rządy.
Proszę państwa, czytając 6 tomów sprawozdania z wykonania budżetu państwa za rok 2010, można mieć wrażenie, że wszystko jest w porządku, bo oczywiście rachunkowo się zgadza. Przeciętny czytelnik, jeżeli w ogóle przebrnie przez te tomiszcza i nie ulegnie znużeniu, pewnie będzie miał po ich przeczytaniu raczej poczucie zagubienia i pewnego chaosu informacyjnego niż rzetelną wiedzę o tym, w jaki sposób były wydawane w roku 2010 pieniądze publiczne. To wynika z tego, o czym piszą wszyscy eksperci, którzy przygotowali analizy dla Komisji Finansów Publicznych na temat sprawozdania, że mimo iż w ustawie o finansach publicznych jednym z zasadniczych i nadrzędnych celów jest przejrzystość finansów publicznych, to konia z rzędem temu, kto na podstawie tych sprawozdań byłby w stanie cokolwiek wywnioskować.
Teoretycznie wszystko się zgadza. Z formalnego punktu widzenia budżet został wykonany. Dochody budżetu osiągnęły wysokość 250 mld zł, co oznacza, że wykonanie było prawie na poziomie 100%. Oczywiście po zmianach, bo w trakcie roku następowały określone zmiany, wydatki budżetu państwa zostały zrealizowane na poziomie 97,9% wartości przyjętej w ustawie budżetowej po dokonaniu zmian. Deficyt budżetu wyniósł niecałe 44,6 mld zł, co przy przyjętej w ustawie budżetowej wysokości deficytu oznacza realizację na poziomie 85,4%. Czytając wprost, można by powiedzieć: oto mamy sukces i finansowanie w wysokości 55 mld zł wobec założonego w ustawie budżetowej w wysokości 66,6 mld zł, co oznacza wykonanie na poziomie 82,5%. Można więc odnieść wrażenie, że mamy sukces i że rząd zrealizował rzecz prawie niewykonalną, czyli zmniejszył deficyt, ale – jak to zwykle w życiu bywa – pozory mylą i warto przeanalizować dokładnie sprawozdanie budżetowe.
Jeżeli odrzucimy tę oficjalną propagandę sukcesu i skupimy się na liczbach, ale w szerszej perspektywie, zarówno odnosząc się do początków rządu koalicji Platformy Obywatelskiej i PSL, jak i wybiegając w przyszłość, co jest istotne w tym przypadku, kiedy na szczęście obecna koalicja nie będzie już miała możliwości uprawiania powszechnej polityki szczęśliwości poprzez miraż o zielonej wyspie, to sytuacja jest zgoła inna, niż próbujecie państwo w tej chwili przedstawiać. To tak jak w starej piosence: bilans musi wyjść na zero, i w pewnym sensie ten bilans i to zero w tej chwili wychodzi. Na papierze wszystko się zgadza, progi ostrożnościowe nie zostały przekroczone, budżet się bilansuje, a wy, Polacy, jak można słyszeć ze strony rządzących, cieszcie się z tego, że może nie jest najlepiej, ale mogłoby być jeszcze gorzej.
Ta minimalistyczna filozofia jest suflowana Polakom przez obecną koalicję od 4 lat i zaczyna się nad tym roztaczać spokój, twierdząc, że jest po prostu trudna sytuacja, a zatem warto powiedzieć o tym, jak jest rzeczywiście. Co z tego, że wzrasta dług, że rośnie deficyt, że rośnie inflacja, że wzrasta liczba absolwentów bezskutecznie poszukujących pracy w kraju? To à propos bezrobocia i tworzenia miejsc pracy. W tym kontekście pojawia się pytanie, dlaczego w tej chwili jest nas, Polaków żyjących w kraju, około milion mniej, jak podają ostatnie dane. Mamy też spadki mocy nabywczej dochodów, zarówno zarobków, jak i emerytur, środków przeznaczanych na inwestycje.
Poprzednio była już tutaj mowa na temat świetnie realizowanych inwestycji, tylko przypomnę państwu, że te inwestycje w ubiegłorocznym budżecie zostały zaplanowane w wysokości 16 mld zł, czyli było to ponad 2-krotnie mniej niż wynosił ostatecznie deficyt. Były zaplanowane na poziomie prawie 3-krotnie niższym niż planowany deficyt, a zostały wykonane jeszcze w mniejszym stopniu, bo było to tylko 15 mld zł. Czy kraj, który aspiruje do tego, żeby być rzeczywiście znaczącym gospodarczo krajem w Unii Europejskiej i w Europie, powinien się szczycić tym, że przeznacza na inwestycje zaledwie 15 mld?
Ważny jest przede wszystkim jeden wzrost, czyli wzrost samozadowolenia koalicji rządzącej i rządu, który konsekwentnie żegluje na wyspy szczęśliwe, chociaż widać już jasno, że coraz bardziej zbacza z kursu i nikt w Europie jakoś nie chce skorzystać z tych naszych genialnych pomysłów na rozwiązywanie problemów dotyczących kryzysu.
Jeśli chodzi o deficyt budżetu państwa, to wzrósł on z 23,8 mld w 2009 r. do 44,6 mld, ale do tego trzeba dodać – żeby być rzetelnym w rachunkach – jeszcze 10 mld deficytu budżetu środków europejskich. Jak sobie przypominamy, w 2009 r. w ustawie budżetowej nie było wyodrębnionych środków europejskich, było to liczone razem, czyli łącznie oznacza to wzrost deficytu o 131%. Liczenie deficytu sektora finansów publicznych zgodnie z metodologią europejską – nie widzę powodu, żeby jej nie stosować, ponieważ jesteśmy członkiem Unii Europejskiej i Unia tego od nas wymaga – oznacza rzeczywiste pokazanie deficytu, ponieważ pokazujemy również deficyt tych środków, które oficjalnie nie są w tej chwili księgowane jako zwiększające deficyt budżetowy, ale są to pieniądze wypychane poza budżet i ktoś kiedyś będzie musiał je zwrócić. W związku z tym ten deficyt liczony właśnie tą metodą wynosił 111,2 mld, co odpowiadało 7,9% PKB. Przypomnę jednocześnie, że zgodnie z decyzją władz Unii Europejskiej to właśnie ten deficyt Polska musi obniżyć w 2012 r. do poziomu poniżej 3%.
W 2010 r. deficyt sektora liczony zgodnie z tą metodologią wzrósł w porównaniu do 2009 r. o 12,6%, a jego relacja do PKB zwiększyła się z 7,3% do 7,9%. W ten sposób Polska znalazła się wśród jednych z nielicznych krajów w Unii Europejskiej, w których nastąpiło pogorszenie sytuacji finansów publicznych. W większości krajów nastąpiła poprawa, nawet Grecja – co ciekawe – obniżyła poziom deficytu z 15,4% PKB w roku 2009 do 10,5% w 2010 r. Oczywiście były też kraje, takie jak Wielka Brytania, które miały wyższy deficyt niż Polska, natomiast trzeba wziąć pod uwagę, że sytuacja społeczno-gospodarcza w tych krajach jest zgoła odmienna od naszej. Warto porównywać się np. do sąsiadów i wziąć pod uwagę wskaźniki dotyczące Niemiec, gdzie było to 3,3%, ale też nowych krajów Unii Europejskiej, czyli Węgier – 4,2%, a także Czech – 4,7%.
Przy omawianiu deficytu trzeba również pamiętać, że nie wliczono do wydatków budżetu państwa refundacji Funduszowi Ubezpieczeń Społecznych ubytku składek w części odprowadzonej do OFE. W 2010 r. było to 22,5 mld zł. Refundacja ta, łącznie z deficytem budżetu państwa i deficytem budżetu środków europejskich, jest finansowana głównie z emisji skarbowych papierów wartościowych. Po drugie, sztucznie zaniżono dotacje dla FUS, udzielając w zamian niskooprocentowanej pożyczki ze środków budżetowych w wysokości 5,4 mld zł. Ta pożyczka ma być spłacona, wyznaczono nawet datę jej spłaty. Jak dowiadujemy się z omówienia do sprawozdania, jest to 23 kwietnia 2012 r. Biorąc pod uwagę strukturalne zadłużenie Funduszu Ubezpieczeń Społecznych, trudno sobie wyobrazić, że do tej spłaty dojdzie. Prawdopodobnie może dojść do tego, co już wielokrotnie było stosowane w przypadku budżetu, czyli do umorzenia tej pożyczki. Po uwzględnieniu tych przesłanek deficyt budżetu państwa, łącznie z deficytem środków europejskich, wynosiłby 82,7 mld zł, co odpowiada 5,85% PKB.
Założenia makroekonomiczne, na podstawie których był przygotowany projekt budżetu w roku ubiegłym, daleko odbiegały od tego, z czym potem mieliśmy do czynienia podczas jego realizacji. Teraz można powiedzieć, że te założenia, na podstawie których przygotowywano budżet, tak jak słyszeliśmy, były ostrożne i miało to oczywiście zabezpieczyć wykonanie budżetu przed perturbacjami. Myślę, że tak naprawdę chodziło też o to, żeby przy takich założeniach makroekonomicznych można było potem, przy poprawie pewnych wskaźników, powiedzieć, że mamy sukces i chodziło głównie o to, żeby zmniejszać deficyt.
Poza pogorszeniem sytuacji budżetowej w porównaniu z rokiem 2009 do wykonania budżetu za rok 2010 można mieć wiele zastrzeżeń. Wielokrotnie była mowa o tym, że dochody były realizowane na przyzwoitym poziomie, że była dobra sytuacja ekonomiczna. Niestety, przy tej dobrej sytuacji ekonomicznej i gospodarczej, o której państwo mówiliście, wskaźniki powinny być dużo wyższe.
Kolejna kwestia – dochody. Jeżeli chodzi o dochody, proszę państwa, to tutaj warto odnieść się przede wszystkim do tych związanych z podatkiem CIT. Powołam się na opinie, które były tutaj wcześniej cytowane. Warto przytoczyć takie zdanie: Na dochody budżetu korzystnie wpłynęła także wyższa niż zakładano inflacja. Prognozowana roczna inflacja przyjęta do ustawy budżetowej wynosiła 1%, a rzeczywista – 2,6%. To jest cytat z opinii pana profesora Wernika. Przepraszam, z opinii pana profesora Owsiaka. Rzeczywiście można powiedzieć, że ta inflacja okazała się w tym momencie dla dochodów budżetowych być może korzystna, ale pozostaje pytanie, w jaki sposób odbiła się ona na życiu przeciętnego Polaka. Jeżeli chcemy stymulować dochody budżetowe i powodować ich wzrost poprzez inflację, to wydaje mi się, że nie ma się specjalnie czym szczycić.
O niskich wydatkach inwestycyjnych była już tutaj mowa, więc nie będę do tego wracać, tym bardziej że mój kolega, pan Henryk Kowalczyk, będzie jeszcze mówił na ten temat.
Wreszcie przechodzimy do długu publicznego. Jeżeli chodzi o dług publiczny, to sytuacja też nie jest najkorzystniejsza. Mamy wzrost długu publicznego i warto o tym długu mówić właśnie w kontekście tych wszystkich czterech lat rządów Platformy Obywatelskiej i Polskiego Stronnictwa Ludowego. Jeżeli chodzi o dług publiczny, to niepokój budzi jedna rzecz, to znaczy określenie, jaka jest rzeczywiście jego wielkość w tej chwili, ponieważ rząd stosuje przez cały okres, przez te 4 lata zabieg kreatywnej księgowości i wypychania długu poza budżet. I tak powstaje merytoryczne pytanie, czy np. dług Krajowego Funduszu Drogowego nie będzie spłacany, czy to nie jest zobowiązanie budżetu państwa. Czy skoro temu funduszowi została udzielona pożyczka z budżetu państwa w wysokości 8 mld zł, to czy to nie wpływa to na dług publiczny? A zwiększenie funduszy własnych Banku Gospodarstwa Krajowego w wysokości 2 mld środkami budżetu państwa? Tego typu zabiegi księgowe, jak już wcześniej powiedziałam, powodują, że bilans wychodzi na zero. Tylko że rzeczywistość, niestety, pozostaje zupełnie inna.
Co to oznacza dla przeciętnego Kowalskiego? Bo my możemy oczywiście mówić o stronie rachunkowej, sprawozdanie z wykonania budżetu ma to do siebie – i tak jest określane w ustawach – że koncentrujemy się przede wszystkim na zestawieniach księgowych, rachunkowych, które są przygotowywane przez ministerstwo, ale warto zawsze przy okazji takiego sprawozdania wziąć pod uwagę ten szerszy kontekst. Bo przecież nie jest tak, że budżet jest zawieszony w próżni. On dotyczy każdego obywatela tego kraju i tego, czy rzeczywiście jest pomysł na strategię rozwoju gospodarczego.
Co ta trudna sytuacja polskiego budżetu oznacza dla przeciętnego Kowalskiego? Myślę, że czas zdjąć wreszcie różowe okulary i zacząć mówić konkretnie o tym, że są problemy, które trzeba rozwiązać, i mieć ambitny plan, jak to zrobić, a nie odwoływać się do przyszłości czy mówić, że wszystko jest w porządku i mamy się cieszyć, bo mogłoby być jeszcze gorzej. Więc dla przeciętnego obywatela oznacza to mniej więcej tyle, że w następnych latach trzeba będzie spłacać coraz więcej długów. W rachunkach wszystko się zgodzi, ponieważ na razie kreatywna księgowość przynosi efekty, ale jest to zaklinanie rzeczywistości, a już wkrótce okaże się, że jest zgoła inaczej. Przeciętny Kowalski, płacąc co miesiąc rachunki, nie może stosować kreatywnej księgowości. Żyjąc w realnej rzeczywistości, musi płacić – tak jak zarabia – rzeczywiste pieniądze. I musi płacić co miesiąc, bo nie ma żadnych cudownych funduszy, do których mógłby sobie poupychać swoje zobowiązania na późniejszy czas. Poza tym sądzę, że nie zrobiłby tego swoim dzieciom, aby obarczać je odpowiedzialnością za lata swojej beztroski.
Po lekturze sprawozdania z wykonania budżetu trzeba powiedzieć, że niestety, pacjent nie rokuje, bo mimo że znano diagnozę, to nie wdrożono odpowiedniego leczenia, a stosowanie, nawet w nadmiarze, pudru, żeby poprawić wygląd pacjenta, jest złym sposobem.
W związku z tym Prawo i Sprawiedliwość bierze pod uwagę te wszystkie aspekty i fakt, że to sprawozdanie, jak już wcześniej powiedziałam, może się zgodzić na papierze. Tylko co z tego? Pytaliśmy o wiele rzeczy, dyskutowaliśmy na posiedzeniach Komisji Finansów Publicznych. W związku z tym składamy wniosek o odrzucenie tego sprawozdania, nie będziemy go popierać.
Na koniec chcę powiedzieć, że Polacy mają prawo do realizowania własnych ambicji i mogą oczekiwać czegoś więcej niż tylko pouczania, żeby byli cicho, ponieważ jest nie najgorzej, może być jeszcze gorzej i mają się cieszyć, że nie jest tak, jak być może w innych krajach. Pytanie, dlaczego, i czy Polski nie stać na to, aby było jeszcze lepiej, jeszcze ambitniej i przede wszystkim żeby perspektywa na przyszłe lata dla naszego kraju była lepsza. Niestety, obecny rząd i koalicja rządowa czerpią samozadowolenie jedynie z tego, że są u władzy. Dziękuję bardzo.
Zobacz również
