A A A

Stanowisko Klubu Parlamentarnego PiS w odniesieniu do pierwszego czytania rządowego projektu ustawy o zmianie niektórych ustaw związanych z funkcjonowaniem systemu ubezpieczeń społecznych (druk nr 3946)

16.03.2011
 Podstawowym atrybutem emerytury powinien być jej stały, przewidywalny poziom. Emerytura ma być pewnikiem dla każdego, kto wchodzi na rynek pracy, oraz dla każdego, kto już zakończył aktywność zawodową. Nie może być, jak mówił pan premier, niespodzianką.
Emerytura nie jest jałmużną ani nie bierze się z niczego. Każdy pracujący odkłada na przyszłość, kiedy nie będzie już zarabiał, nie wirtualne pieniądze, bo co miesiąc z jego pensji są odprowadzane do systemu konkretne składki. I każdy pracujący przekonuje się o tym, otrzymując swoje wynagrodzenie i widząc, jak duża część tego wynagrodzenia odprowadzana jest do systemu. Potencjalny emeryt mógłby, zliczając odprowadzone składki, być przekonany, że może być spokojny o swoją emerytalną przyszłość. Rozczarowanie spotka go, gdy po latach otrzyma po raz pierwszy emeryturę. Wówczas okazuje się, że nie tak miało być.
Zasadą solidarności społecznej jest pokoleniowe zabezpieczenie emerytalne. Osoby pracujące wypracowują zabezpieczenie emerytalne dla osób, które już nie są aktywne zawodowo. Ta zasada musi być gwarancją systemu. System emerytalny jest niezmiernie wrażliwy społecznie i jako taki powinien być przede wszystkim szczególnie przez państwo pielęgnowany. Zmiany w nim zachodzące muszą uwzględniać wrażliwość społeczną, poszanowanie dla pracy osób, które już nie są aktywne zawodowo, oraz dla tych, które aktualnie pracują. Jak żaden inny wiąże ze sobą pokolenia, wiąże przeszłość z teraźniejszością, a może jeszcze bardziej z przyszłością. Nie może być traktowany jak doraźny instrument rozwiązywania aktualnych problemów.

Reforma emerytalna wprowadzona w Polsce wzbudza wiele emocji. Po latach okazało się, że wizje roztaczane przed Polakami w czasie, gdy ją wprowadzano, okazały się mirażami. Oczywiście możemy dyskutować o historii, ale istotniejsze jest, żeby z historii wyciągać wnioski. Co łączy rok 1999 z rokiem 2011? Sądzę, że kluczem jest kolejny miraż. Wówczas twórcy reformy przekonywali nas, że czeka nas raj emerytalny, że starość Polacy będą spędzać, podróżując po świecie i żyjąc beztrosko, bo będzie ich na to stać. Dzisiaj rząd próbuje nas przekonać, że nasze emerytury będą bezpieczne, że będą wyższe i stabilne, mimo że teraz musi tym systemem zachwiać. Na jakiej podstawie mamy w to wierzyć? Czy nasza wiara ma być tak samo bezwzględna, oparta na przekonaniu ministra Rostowskiego i premiera Tuska o zielonej wyspie? Sądzę, że obecne kłopoty biorą się właśnie stąd, że zbyt długo obaj panowie na owej zielonej wyspie przebywali. Oczywiście można oddać
się marzeniom, można jak Piotruś Pan ciągle roić o Nibylandii, tyle że kiedy się marzy, warto jednak mieć w portfelu pieniądze na czynsz, energię, żywność, lekarstwa.

Zielona wyspa okazała się wydmuszką, która pęka na naszych oczach. Ceny rosną, inflacja rośnie, bezrobocie rośnie – takie są fakty z ostatnich trzech miesięcy. Deficyt budżetu przekroczył w lutym 35% planowanego na ten rok, a marcu ma osiągnąć 45%. Dynamika imponująca. Oczywiście zaraz usłyszymy, że to normalne, że nic się nie dzieje i że na koniec roku znowu będziemy zieloną wyspą. Już mamy tłumaczenia, że to normalne, że na początku roku ceny rosną, że przecież są problemy w Afryce Północnej, a teraz trzęsienie ziemi w Japonii. I tak płynie opowieść rządu o tym, że nasz statek jest stabilny, ale wokół nas burza, więc jak statek się rozbije, to cóż, kapitan powie, że to nie jego wina. I powie: A wy nie macie innego wyjścia, bo trzeba płynąć dalej, więc złóżcie się wszyscy na naprawę rozbitego statku. Warto jednak zapytać, czy kapitan i załoga dobrze ustawili kompas, wyruszając w ten rejs. Szukanie winnych wszędzie poza sobą jest złym sposobem na rządzenie i, jak się okazało, brak samorefleksji ze strony załogi statku albo doprowadzi nas wszystkich na mieliznę, albo spowoduje, że rozbijemy się na skałach. Rządzenie polega między innymi na przewidywaniu, jak omijać burze i mielizny, żeby bezpiecznie dowieźć pasażerów do portu. Natomiast ta załoga ma dla nas już tylko jedną propozycję: zrzuca tratwy ratunkowe, rozdaje kapoki i martwi się, jak dopłynąć do portu o nazwie: wybory parlamentarne. Nasuwa się tylko pytanie, czy dla wszystkich tego sprzętu wystarczy i czy jest to port, o który Polakom chodziło, kiedy wsiadali na ten statek.

System emerytalny nie może być doraźnym narzędziem przy łataniu dziury budżetowej. Jego fundamentem musi być stabilność. Mam wrażenie, że w roku 2011 rząd popełnia ten sam błąd, co w roku 1999, łudząc się, że bezrefleksyjne zmiany można wprowadzać bez żadnych konsekwencji. Właśnie reforma z 1999 r. jest najlepszym dowodem, że zmiany systemu emerytalnego muszą być przeprowadzone z głębokim namysłem i zastanowieniem, analizą tego, co nas czeka w przyszłości, a nie w myśl zasady tak lubianej przez pana premiera: tu i teraz.

Poprawa systemu jest konieczna, z tym zgadzają się wszyscy. Demografia, finanse publiczne, sytuacja gospodarcza to czynniki wyraźnie wskazujące, że potrzebne są zmiany. Tyle, że nie doraźne i nie takie, które zamiast poprawić sytuację i ustabilizować system emerytalny, wprowadzają niepewność większą niż obecnie.

Co Polacy wiedzą o proponowanych przez rząd zmianach? Z badań sondażowych wynika, że niewiele. Czy mamy szansę na spokojną debatę na temat zmian systemu emerytalnego proponowanego przez rząd? Nie. Mamy pośpiech, tempo zaiste sprinterskie, tylko że w tym przypadku pośpiech jest złym doradcą, a stare polskie przysłowie mówi, że co nagle, to po diable. Warto może, panie premierze, wydłużyć dystans, żeby dać czas na wprowadzenie takich zmian, które przyczynią się do zwycięstwa na mecie, a zwycięstwo nie będzie odebrane po jakimś czasie za stosowanie dopingu.

Politycy Platformy Obywatelskiej wymyślili nowy argument. Ich zdaniem debata toczyła się przecież w mediach od dawna. To właśnie w mediach spierali się ministrowie, to tam sobie zaprzeczali, zmieniali zdanie. Ten szum medialny, chaos konsekwentnie wprowadzany przez rządowych specjalistów od PR miał jeden cel: chodziło o to, żeby Polacy już w ogóle nie wiedzieli, w jakim kierunku zmierzają te zmiany i co ich czeka, i żeby przestali się nad tym wszystkim zastanawiać, ponieważ i tak rząd zrobi swoje. Bo w to, że naszym kapitałem na przyszłość ma być zapis księgowy, panie ministrze, to raczej, Polacy już nie uwierzą. Ich wiara została też mocno wystawiona na próbę, kiedy przekonywał pan, że mimo większych wpłat do OFE będą mieć większe zyski, a zupełne szczęście czeka nas w roku 2060.

O zmianach w systemie emerytalnym trzeba rozmawiać. Nie w pośpiechu, dostając zadyszki, nie poprzez stosowanie zabiegów marketingowych, ale konkretnie. Miejscem do tego właściwym jest Sejm, forum komisji sejmowych. Tymi kwestiami powinny się zajmować i komisja finansów, i komisja spraw społecznych. I nie w takim tempie, jakby ostatni pociąg właśnie odjeżdżał, a trzeba do niego dobiec i wskoczyć. A że z koleją macie nie najlepsze doświadczenia, może zaprzestańcie tego eksperymentu.

Mam pytanie: Czy projekt, który trafił do Sejmu i w tej chwili jest nam przedstawiany, jest tym samym, który był poddany konsultacjom społecznym, bez zmian? W kwestii projektu rządowego i projektu Prawa i Sprawiedliwości potrzebne jest wysłuchanie publiczne. Prawo i Sprawiedliwość takie wnioski złożyło. Polacy mają prawo wiedzieć, co będzie się działo z ich emeryturami, jakie propozycje ma rząd i jakie to przyniesie skutki w przyszłości. To wy, panowie, mówicie już bez ogródek, że chodzi o ratowanie finansów, że to jest rzeczywisty cel zmian, a nie poprawa systemu emerytalnego. Oczywiście stabilizacja budżetu może nastąpić na rok, dwa, ale prawda jest taka, że wcześniej czy później zapisy księgowe w ZUS będą musiały być wypełnione żywą gotówką, kiedy przyjdzie wypłacać emerytury. Pytanie: Skąd wziąć na to pieniądze? Odpowiedź: Z budżetu. Pytanie: Czy wówczas to nie będzie problem finansów publicznych? Odpowiedź: To będzie problem finansów publicznych. Rząd dzisiaj wie, że to już nie będzie jego problem. Prawo i Sprawiedliwość mówi: To będzie problem Polaków, panie premierze, i naszego państwa.

Kolejne pytania z tym związane. Na jakich przesłankach rząd opiera pogląd, że sytuacja finansowa w roku 2017 będzie na tyle dobra, aby zwiększyć składkę do OFE, skoro, po pierwsze, twierdzi, że sytuacja gospodarcza na świecie pogarsza się i nie wiadomo, co nas czeka, a po drugie, nie ma żadnych propozycji reformy finansów publicznych? Jak państwo będzie kształtowało sytuację? Jak będzie się kształtowała sytuacja na giełdzie, skoro znajdzie się na niej mniej środków do inwestowania? Skoro tak, to jak się będzie rozwijał rynek pracy? Na jakim poziomie są szacowane wpływy dochodów do budżetu? Jak będzie się kształtowała w związku z tym konsumpcja wewnętrzna, która jest jednym z podstawowych czynników naszego wzrostu PKB? Wreszcie jakie rozwiązania proponuje rząd w związku z pogarszającą się dramatycznie sytuacją demograficzną naszego kraju? O rok 2060 nie pytam, bo rozumiem, że musielibyśmy rozmawiać na dużym poziomie abstrakcji, stosując modele teoretyczne, które mają to do siebie, że często rzeczywistość je przerasta, a na futurologię szkoda czasu.

Projekt ustawy, który przedłożył rząd, można uznać za tymczasową prowizorkę, z tym że w naszym kraju, niestety, prowizorki trzymają się najdłużej. Niestety, każe to już inaczej patrzeć na te proponowane zmiany. Projekt należy ocenić negatywnie między innymi ze względu na niedostosowanie go do pogarszającej się sytuacji demograficznej, ryzyko niemożności wywiązania się państwa w przyszłości z zaciąganych dziś zobowiązań, zwiększenie ryzyka inwestycyjnego ponoszonego przez członków OFE, ograniczenie konkurencji między OFE, zwiększenie komplikacji systemu poprzez wprowadzenie subkont w ZUS, indywidualnych kont zabezpieczenia emerytalnego oraz dobrowolnych funduszy emerytalnych, negatywny wpływ na polski rynek kapitałowy. Tych nieścisłości można by wymienić jeszcze więcej. Przytaczam tu zaledwie kilka najbardziej wątpliwych kwestii, aby wskazać, że pośpiech, jak już wcześniej mówiłam, nie jest przy tej ustawie wskazany.

Poza tym, nawiązując do wypowiedzi pana ministra Boniego, który wymienił 6 punktów, które jeszcze muszą być w niedalekiej przyszłości wprowadzone do systemu emerytalnego, postawię punkt 7. Dlaczego nie teraz, dlaczego nie w tej ustawie, skoro już w tej chwili zaczynamy dyskusję nad zmianą systemu?

Panie Marszałku! Wysoka Izbo! Poprawa systemu emerytalnego w naszym kraju, dążąca do jego stabilizacji, jest konieczna. Prawo i Sprawiedliwość złożyło 5 stycznia projekt ustawy, który daje Polakom możliwość wyboru. Państwo ma za zadanie stworzyć, bezpieczny, stabilny system, dać jasną o nim informację, dbać o zabezpieczenie emerytalne swoich obywateli. Natomiast to każdy sam ma mieć prawo decydowania o tym, gdzie jego pieniądze na przyszłe emerytury będą lokowane. Prawo i Sprawiedliwość domaga się prawa do szerokiej i rzeczowej debaty nad zmianami systemu emerytalnego w imię solidaryzmu społecznego, w imię poczucia odpowiedzialności za przyszłość wszystkich Polaków żyjących tu i teraz, ale i przyszłych pokoleń.

Na zakończenie, panie premierze, odniosę się do pana apelu, aby PiS poparł projekt, który przedkładacie, bo załatwiacie za nas problem, kiedy po wyborach będziemy rządzić. Problem w tym, panie premierze, i to nas od was różni, że Prawo i Sprawiedliwość nie dba o własny interes, ale o interes Polski i Polaków. Dlatego nie możemy poprzeć ustawy, która nie daje Polakom pewności stabilnego systemu emerytalnego ani pewności stabilnych finansów publicznych.

W imieniu Klubu Parlamentarnego Prawo i Sprawiedliwość składam wniosek o odrzucenie rządowego projektu w pierwszym czytaniu.
Dziękuję bardzo.
Dodaj komentarz
load